Lando Norris przystąpi do rywalizacji o Grand Prix Belgii z poważnym utrudnieniem. McLaren oficjalnie potwierdził, że w bolidzie aktualnego mistrza świata zostanie zamontowany czwarty w tym sezonie moduł elektroniki sterującej, co wiąże się z dotkliwą karą cofnięcia o 10 miejsc na starcie niedzielnego wyścigu.
Decyzja stajni z Woking jest podyktowana limitami narzuconymi przez regulamin techniczny Formuły 1. Norris wykorzystał już trzy dozwolone zestawy elektroniki po awariach, które dotknęły go na początku kampanii w Chinach i Japonii. Teraz zespół zdecydował się na wprowadzenie nowej specyfikacji od Mercedesa, która ma zagwarantować większą niezawodność w dalszej części sezonu. Wybór toru Spa-Francorchamps nie jest przypadkowy, ponieważ charakterystyka tego obiektu sprzyja wyprzedzaniu, co ma pomóc Brytyjczykowi w odrabianiu strat po starcie z głębi stawki.
Strategiczne uderzenie McLarena w Belgii
„Zdecydowaliśmy się na to w Belgii, na torze, gdzie wyprzedzanie jest stosunkowo częstsze, w przeciwieństwie do kolejnych dwóch rund na Węgrzech i w Zandvoort” – przekazał zespół w oficjalnym komunikacie. McLaren chce w ten sposób zminimalizować ryzyko kolejnych kar sportowych w kluczowej fazie sezonu. Oprócz nowej elektroniki, Norris otrzyma także najnowszą specyfikację silnika spalinowego (ICE), którą Mercedes udostępnił swoim klientom po wcześniejszych testach w bolidach fabrycznych oraz ekipach Alpine i Williams.
Sytuacja Norrisa jest o tyle trudna, że pierwszy moduł elektroniki w jego aucie uległ całkowitemu zniszczeniu podczas weekendu w Chinach, co wymusiło szybkie rotowanie pozostałymi częściami. Choć jednostka używana od wyścigu w Miami pracowała bez zarzutu, inżynierowie uznali, że poprawki wprowadzone przez Mercedes-AMG High Performance Powertrains są zbyt istotne, by z nich rezygnować. Plan zakłada, że czwarty zestaw podzespołów wystarczy kierowcy do końca tegorocznych zmagań, zapewniając mu stabilność techniczną w walce o obronę tytułu.
