Przyszłość Maxa Verstappena w Formule 1 wisiała na włosku, a czterokrotny mistrz świata otwarcie mówił o możliwym zakończeniu kariery. Jak donoszą media, kluczowym warunkiem Holendra była reforma kontrowersyjnych przepisów silnikowych.
Komisja F1 przegłosowała zmiany w podziale mocy między silnikiem spalinowym a elektrycznym, co ma bezpośrednio wpłynąć na styl jazdy i zadowolenie kierowców. Od 2027 roku stosunek ten wyniesie 58-42, a rok później osiągnie pożądane przez Verstappena 60-40. Decyzja zapadła w drodze głosowania większościowego, mimo oporu takich gigantów jak Ferrari, Audi czy Honda. Producentom nie podobały się dodatkowe koszty i zmiany sprzętowe, jednak widmo utraty największej gwiazdy wymusiło kompromis.
Polityczna gra o przyszłość mistrza
Verstappen nie ukrywa, że obecny kierunek zmian go satysfakcjonuje, choć liczył na szybsze tempo reform. „Myślę, że miło było zobaczyć, że wprowadzane są zmiany. Oczywiście miałem nadzieję, że to, co otrzymamy w 2028 roku, wejdzie już w przyszłym roku. Rozumiem jednak, że czasem w grę wchodzi polityka” – przyznał kierowca Red Bulla przed Grand Prix Hiszpanii. Holender dodał, że modyfikacje zmierzają w dobrym kierunku, co daje nadzieję na jego pozostanie w stawce po 2026 roku.
Zupełnie inne zdanie ma Fernando Alonso, który pozostaje sceptyczny wobec wprowadzanych korekt. Hiszpan uważa, że DNA obecnych przepisów jest wadliwe, ponieważ promuje wolniejszą jazdę w zakrętach w celu odzyskiwania energii na proste. „Można wprowadzić niewielką poprawkę w przepisach, ale to zawsze będzie premiować wolniejszą jazdę. Fakt, że musimy zmieniać zasady na przyszły rok i potencjalnie na 2028, mówi nam, że od początku coś było nie tak” – ocenił dwukrotny mistrz świata.
Dla Verstappena sprawa ma wymiar nie tylko techniczny, ale i mentalny. Wcześniej podkreślał, że pozostanie w Formule 1 bez zatwierdzenia zmian w regulacjach na 2027 rok byłoby dla niego niewykonalne. Teraz, gdy FIA World Motor Sport Council musi jedynie formalnie ratyfikować nowe ustalenia, napięcie wokół przyszłości lidera klasyfikacji nieco opadło. F1 uniknęła wizerunkowej katastrofy, ale polityczne starcia między zespołami o kształt silników spalinowych wciąż trwają.
