Wisła Płock to najlepszy beniaminek tego sezonu Ekstraklasy. Dane matematyczne pokazują jednak, że o osiągnięciu „mission impossible” Nafciarze mogą już tylko pomarzyć.
Wisła Płock przezimowała na szczycie Ekstraklasy. Chociaż ten sezon jest wyjątkowy pod wieloma względami, raczej mało kto brał pod uwagę, że Nafciarze – beniaminek – nie tylko postawi się czołówce, ale również znajdzie się na szczycie najwyższej klasy rozgrywkowej.
Podopieczni Mariusza Misiury do dzisiaj uważani są za zespół nieobliczalny. Taki, z którym trzeba się liczyć, a nie oddającym punkty na prawo i lewo. I chociaż Wiślakom zdarzył się na początku rundy wiosennej bardzo trudny okres, a teraz również nie zawsze ich mecze są rewelacyjne, tabela pokazuje, że w Płocku nadal mogą walczyć nawet o europejskie puchary.
Niestety dla Płocczan, jedno już jest niemalże pewne – Wisła w tym roku nie zdobędzie mistrzostwa Polski. Szanse na to to zaledwie 0,2%. Nie powinno być to zaskoczeniem, bo do prowadzącego Kolejorza Wiślacy mają 7 punktów straty, a do końca pozostały tylko cztery kolejki.
Przed meczem z Radomiakiem trener Misiura został zapytany o poradę dla gracza pewnej firmy bukmacherskiej, który przed sezonem postawił 200 złotych na to, że Wisła Płock zdobędzie mistrzostwo. Mógł wówczas wypłacić aż 13 tysięcy lub czekać do końca, by zyskać nawet pół miliona. Trener odpowiedział:
„Chciałbym uścisnąć mu dłoń, pogratulować odwagi i podziękować za wiarę. Pamiętajmy, że przed sezonem byliśmy uznawani za jednego z głównych faworytów do spadku. Sam nie obstawiam, nie znam się na tym, ale... Uważam, że zawsze gra się do końca. Zawsze w jakiś sposób walczy się o 'all or nothing' – wszystko albo nic. Nie wiem, jakim ten człowiek jest graczem, czy lubi mały zysk, czy duży, ale na jego miejscu, będąc kibicem Wisły Płock, wierzyłbym w piękne rzeczy i piękne marzenia. Radziłbym mu, żeby ten kupon trzymał do końca.”
Misiura podkreślał jednak, że kompletnie nie orientuje się w realiach bukmacherskich – nie obstawia meczów i nie obstawiał. Jeżeli jednak wspomniany gracz skorzystał z „porady” szkoleniowca Wisły, prawdopodobnie właśnie przeszła mu koło nosa ogromna kwota.
