AS Monaco pokonało Marsylię na Stade Louis II, umacniając swoją pozycję w walce o podium dające awans do Ligi Mistrzów. Porażka gości uwypukliła kryzys formacji defensywnej, która pod wodzą nowego trenera wciąż popełnia te same, kosztowne błędy.
Habib Beye objął stery w Marsylii z jasnym zadaniem uszczelnienia obrony, jednak rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. Po stracie dwóch bramek w Monako, zespół ma trzeci najgorszy bilans defensywny w 2026 roku. Gorsze statystyki notują jedynie OGC Nice oraz FC Metz. Marsylia już trzynasty raz w tym roku kalendarzowym straciła co najmniej dwa gole w jednym spotkaniu. Beye przyznawał na konferencji prasowej, że pewne negatywne scenariusze się powtarzają i wymagają natychmiastowej pracy nad ustawieniem w sytuacjach obronnych.
Eksperymenty w składzie nie przyniosły efektu
W meczu przeciwko Monaco trener postawił na duet CJ Egan-Riley i Benjamin Pavard, zostawiając Leonardo Balerdiego na ławce rezerwowych. Choć w pierwszej połowie defensywa wydawała się zwarta, wszystko posypało się w decydujących momentach. Aleksandr Gołowin wykorzystał lukę między stoperami i wykończył dośrodkowanie Jordana Teze. Później fatalny błąd popełnił Pierre-Emile Højbjerg, co pozwoliło Folarinowi Balogunowi wyjść na czystą pozycję. Egan-Riley nie zdołał dogonić Amerykanina, który sprytnie przelobował Geronimo Rulliego, pieczętując wynik spotkania.
Dla Baloguna trafienie w takim meczu ma szczególne znaczenie, biorąc pod uwagę trwający rok mistrzostw świata. Napastnik Monaco potwierdził wysoką dyspozycję, podczas gdy Marsylia musi szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego mimo zmian personalnych stara słabość wciąż paraliżuje zespół. Wyścig o Ligę Mistrzów nabiera tempa, a ekipa z Księstwa dzięki tej wygranej zrobiła milowy krok w stronę europejskich pucharów, zostawiając rywali z ogromnym znakiem zapytania dotyczącym ich przyszłości w defensywie.
