Real Madryt pokonał Valencię na Mestalla, wykorzystując fatalną formę i błędy gospodarzy. Choć Królewscy nie zachwycili stylem, gole Alvaro Carrerasa i Kyliana Mbappe wystarczyły na pogrążony w kryzysie zespół Carlosa Corberana.
Atmosfera na stadionie od początku była gęsta, a nazwisko Corberana kibice przywitali głośnymi gwizdami. Mimo że Valencia starała się walczyć w pierwszej połowie, a Lucas Beltran imponował inteligencją w środku pola, to Real Madryt objął prowadzenie. Alvaro Carreras przeprowadził indywidualną akcję, minął obrońców i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza. Goście radzili sobie bez Jude'a Bellinghama i Viniciusa Juniora, grając w ustawieniu 4-4-2, które przez długi czas wydawało się pasywne, ale ostatecznie okazało się skuteczne przeciwko bezradnej ofensywie gospodarzy.
Prawdziwa furię trybun wywołała decyzja Corberana z 82. minuty spotkania. Trener zdecydował się zdjąć z boiska Beltrana, jedynego zawodnika dającego nadzieję na wyrównanie, i wprowadził Umara Sadiqa. Ponad 47 tysięcy kibiców zareagowało białymi chusteczkami i okrzykami domagającymi się dymisji szkoleniowca. To drastyczna zmiana nastrojów, biorąc pod uwagę, że zaledwie kilka dni wcześniej dyrektor generalny Ron Gourlay deklarował pełne zaufanie do trenera. Valencia po raz kolejny w tym tygodniu zawiodła, wcześniej ulegając osłabionym ekipom Betisu oraz Athletic Club.
Wynik meczu ustalił Kylian Mbappe, który wykorzystał opieszałość defensywy Valencii i bez przeszkód trafił do siatki w końcówce spotkania. Dla Alvaro Arbeloi to niezwykle ważne zwycięstwo na terenie, gdzie Real Madryt w przeszłości często gubił punkty. Wygrana pozwala Los Blancos utrzymać kontakt z czołówką ligi, mimo wcześniejszych niepowodzeń w Lidze Mistrzów i Pucharze Króla. Z kolei sytuacja w Walencji staje się krytyczna – gniew fanów uderza nie tylko w trenera, ale tradycyjnie w właściciela klubu, Petera Lima, pogłębiając chaos panujący na Mestalla.
