George Russell musiał mierzyć się z niewytłumaczalnym spadkiem osiągów, który prześladował go od Silverstone aż po Spa. Choć telemetria potwierdzała obawy kierowcy, zespół długo nie potrafił wskazać winowajcy. Teraz Mercedes oficjalnie potwierdza, że za chaosem stał błąd w oprogramowaniu jednostki napędowej.
Analiza wykazała, że system zbyt wcześnie uwalniał energię elektryczną, co skutkowało jej brakiem w kluczowych, końcowych sekcjach toru. Inżynierowie z Brixworth musieli poświęcić wiele dni na odnalezienie anomalii ukrytej głęboko w kodzie. Sytuację pogarszał fakt, że adaptacyjne systemy Mercedesa uczyły się stylu jazdy Russella, co w połączeniu z błędem tylko potęgowało niepożądane zachowanie bolidu na prostych.
Wielki test dopiero na Monzy
Mimo wprowadzenia poprawek, Russell nie otrzyma natychmiastowej odpowiedzi, czy problem został całkowicie wyeliminowany. Charakterystyka torów Hungaroring oraz Zandvoort nie pozwala na pełną weryfikację systemu w warunkach zbliżonych do tych z Belgii. Prawdziwym sprawdzianem będzie dopiero Grand Prix Włoch na legendarnym torze Monza, gdzie prędkość maksymalna ma kluczowe znaczenie dla wyniku.
Brak pewności co do sprzętu był dla kierowcy ogromnym obciążeniem psychicznym podczas ostatnich weekendów wyścigowych. „Kiedy ta myśl stale siedzi z tyłu głowy, trudno skupić się wyłącznie na złożeniu najlepszego możliwego okrążenia” — wyjaśnia osoba blisko związana z zespołem. Na Węgrzech Russell ma jednak odetchnąć, ponieważ moc na prostych nie jest tam aż tak istotna, co pozwoli mu na chwilę spokoju przed decydującą próbą we Włoszech.
