W związku z zamieszaniem związanym z nieobecnością kibiców gości na spotkaniu Śląsk Wrocław - Wisła Kraków, pada pytanie, czy PZPN ma możliwość przełożenia tego spotkania, by obie strony miały większą swobodę czasową na znalezienie odpowiedniego rozwiązania.
Argumentem przemawiającym za przesunięciem meczu miałaby być chęć dania obu stronom czasu potrzebnego na wypracowanie porozumienia, które mogłoby stać się fundamentem dla normalizacji relacji w przyszłych spotkaniach Krakowian. Czasu na kompromis jest jednak ekstremalnie mało, gdyż pierwszy gwizdek ma wybrzmieć już w najbliższą sobotę.
Cezary Kulesza w programie „1. Liga Styl życia” na antenie TVP Sport kategorycznie odrzucił jednak scenariusz zmiany kalendarza.
„Nie ma mowy o przekładaniu meczu, który ma się odbyć w terminie. Musimy działać zdecydowanie” – uciął spekulacje szef federacji.
Zamiast ustępstw terminowych, PZPN analizuje drastyczne konsekwencje dyscyplinarne, w tym opcję obopólnego walkowera.
„Obecnie konsultujemy z działem prawnym bardzo restrykcyjne rozwiązanie – opcję obopólnego walkowera. Oznaczałoby to odjęcie punktów i dopisanie ujemnych bramek zarówno Wiśle Kraków, jak i Śląskowi Wrocław” – zapowiedział Kulesza.
Sytuacja może być szczególnie niekorzystna dla Białej Gwiazdy. Zgodnie z obowiązującymi regulacjami, trzykrotne niestawienie się na mecz skutkuje automatycznym przesunięciem zespołu na ostatnie miejsce w tabeli i degradacją do niższej klasy rozgrywkowej. Władze Krakowian, chcąc uniknąć tak dotkliwego scenariusza, znajdują się w trudnym położeniu, a znalezienie rozwiązania w całej sytuacji powinno być dla nich traktowane jako priorytet.
Prezes Kulesza wskazał, że problem ma podłoże pozasportowe i wynika z presji wywieranej na zarządy przez grupy kibicowskie. Wspominając swoje spotkanie z prezesami klubów pierwszej ligi, zauważył, że na pytanie o powody niewpuszczania Wisły odpowiedziała głucha cisza.
„Nie oszukujmy się – to są decyzje kibiców, a nie władz klubów. Poprzez dotkliwe kary chcemy zmusić kluby do walki o normalność, nawet jeśli oznacza to dla nich pójście na wojnę z własnym środowiskiem kibicowskim” – podsumował sternik związku, zapowiadając, że jeśli prawo na to pozwoli, federacja „pójdzie po bandzie”, nakładając obok strat punktowych także potężne kary finansowe.
