Trzy sety wystarczyły w 2024 roku, by Mattia Bellucci stał się ostatnim pogromcą Stana Wawrinki na kortach US Open. Dziś Włoch znajduje się w krytycznym momencie kariery, balansując na krawędzi pierwszej setki rankingu ATP, podczas gdy legendarny Szwajcar musi pogodzić się z brakiem dzikiej karty na swój pożegnalny występ w Nowym Jorku.
Bellucci, który dwa lata temu przebijał się przez kwalifikacje, by ograć mistrza z 2016 roku wynikiem 6:4, 7:6, 6:3, aktualnie zajmuje 96. miejsce w zestawieniu światowym. Choć w przeszłości meldował się już na 63. lokacie, jego forma w ostatnim czasie wyraźnie osłabła. Teraz każdy mecz ma dla niego kolosalne znaczenie w kontekście utrzymania statusu zawodnika z top 100.
Włoch szuka przełamania podczas turnieju Winston-Salem Open, gdzie w pierwszej rundzie wyeliminował Martina Landaluce. Przed nim jednak znacznie trudniejsze wyzwanie, ponieważ w kolejnej fazie zawodów ATP 250 zmierzy się ze swoim rodakiem, Luciano Darderim. Bellucci musi poprawić swoje ubiegłoroczne osiągnięcia, kiedy to dotarł do drugiej rundy zarówno w Winston-Salem, jak i w samym US Open, aby obronić wywalczone punkty.
Smutny koniec nowojorskiej przygody Wawrinki
Sytuacja Bellucciego kontrastuje z losem Stana Wawrinki, dla którego brak zaproszenia od organizatorów US Open jest decyzją niezrozumiałą. Szwajcar, zajmujący obecnie 127. miejsce w rankingu, ogłosił, że zakończy karierę po sezonie 2026. Mimo że otrzymał dzikie karty na wszystkie pozostałe turnieje wielkoszlemowe w tym roku, Nowy Jork – miejsce jego wielkiego triumfu sprzed dekady – zamknął przed nim drzwi. Wszystko wskazuje na to, że ostatnim przystankiem w karierze „Stanimala” będzie turniej w Bazylei pod koniec października.
