Decyzja organizatorów US Open o pominięciu Stana Wawrinki przy przyznawaniu dzikich kart wywołała ogromne poruszenie w świecie tenisa. Trzykrotny mistrz wielkoszlemowy, który zapowiedział zakończenie kariery po sezonie 2026, nie otrzyma szansy na pożegnalny występ w Nowym Jorku.
To jedno z największych zaskoczeń obecnego sezonu, zwłaszcza że Szwajcar mógł liczyć na specjalne zaproszenia podczas wszystkich pozostałych turniejów Wielkiego Szlema w tym roku. Wawrinka otrzymał dzikie karty na Australian Open, Roland Garros oraz Wimbledon, a także na prestiżowe imprezy ATP 1000 w Rzymie i Monte Carlo. Tym razem jednak lista nazwisk, na której znaleźli się m.in. Gael Monfils, Michael Zheng czy J.J. Wolf, okazała się dla niego zamknięta. Brak przepustki do turnieju głównego oznacza, że wielkoszlemowa podróż 41-letniego zawodnika dobiegła końca w najbardziej niespodziewany sposób.
Emocjonalny wpis Magnusa Normana
Głos w sprawie zabrał Magnus Norman, który prowadzi Wawrinkę od 14 lat. Szwedzki szkoleniowiec, mimo rozczarowania, zachował klasę, skupiając się na celebrowaniu wspólnej historii napisanej na kortach Flushing Meadows. Za pośrednictwem Instagrama przekazał fanom poruszającą wiadomość, która podsumowuje ich wieloletnią współpracę w Nowym Jorku.
„Naciskaliśmy, aby zagrać ostatni turniej wielkoszlemowy w wieku 41 lat, ale po prostu nam się nie udało. To z pewnością boli, ale dziękuję za wszystkie piękne wspomnienia na korcie i poza nim, wspólnie z Tobą i zespołem w Nowym Jorku przez ostatnie 13 lat” – napisał Magnus Norman. Te słowa dobitnie pokazują, jak ważny dla całego sztabu był ten ostatni taniec w Stanach Zjednoczonych, gdzie Szwajcar święcił jeden ze swoich największych triumfów w karierze.
Brak Wawrinki w drabince jest tym bardziej uderzający, że to właśnie w Nowym Jorku notował on swoje najlepsze wyniki. W 2016 roku sięgnął tam po tytuł, pokonując w finale Novaka Djokovicia po morderczym boju. Statystyki nie kłamią – Szwajcar wygrał aż 46 z 62 rozegranych tam meczów, co daje mu 74% skuteczności. To wynik lepszy niż ten, który osiągał na kortach Wimbledonu, Roland Garros czy Australian Open. Mimo tak imponującego dorobku i statusu ikony, organizatorzy postawili na młodszych graczy, zamykając przed legendą bramy Flushing Meadows.
