Marek Papszun zaskoczył po meczu z Rakowem. Dziennikarze nie tego się spodziewali!

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
23 marca 2026 18:15
Marek Papszun zaskoczył po meczu z Rakowem. Dziennikarze nie tego się spodziewali!

Wbrew powszechnym oczekiwaniom mediów i kibiców, Marek Papszun obniżył emocjonalny ładunek starcia z Rakowem Częstochowa, twierdząc, że dla niego był to przede wszystkim kolejny mecz ligowy.

Kulisy niedzielnego spotkania 26. kolejki PKO BP Ekstraklasy były wyjątkowo dramatyczne jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Obecność Marka Papszuna na ławce trenerskiej Legii Warszawa do ostatniej chwili stała pod dużym znakiem zapytania ze względu na poważną infekcję, która doprowadziła do hospitalizacji szkoleniowca. Mimo osłabienia organizmu, trener pojawił się w ośrodku treningowym i ostatecznie poprowadził swój zespół w tym prestiżowym starciu.

Dziennikarze spodziewali się, że po zakończeniu spotkania szkoleniowiec rozwinie wątek sentymentalnej podróży i ogromnych emocji towarzyszących walce z klubem, który prowadził przez lata. Marek Papszun jednak kompletnie zaskoczył zgromadzonych na konferencji przedstawicieli mediów, marginalizując wagę tego wydarzenia w kontekście osobistym. 

„Mecz jest meczem, emocje nie były nadzwyczajne” – uciął krótko trener, wprawiając wielu obserwatorów w zdumienie swoją chłodną i czysto zawodową postawą.

Choć szkoleniowiec dystansował się od nadmiernego dramatyzmu, przyznał, że pewne aspekty powrotu do rywalizacji z dawnymi podopiecznymi miały swoją specyfikę. Marek Papszun zauważył: 

„Dziwnie poczułem się na początku, będąc trenerem innej drużyny niż ta, którą prowadziłem przez lata. Fajnie było zobaczyć zawodników i sztab, którzy byli współautorami sukcesów w Częstochowie, niektórzy pracowali ze mną przez obie moje kadencje”.

W opinii trenera to nie emocje, a merytoryczna wiedza o strukturach przeciwnika odegrała kluczową rolę w procesie przygotowań. Papszun uznał, że praca przed meczem z Częstochowianami była paradoksalnie prostsza ze względu na ich utrwalony model gry.

„Było prościej, bo Raków jest od lat drużyną powtarzalną. Wiedzieliśmy, jak ten mecz będzie wyglądał” – wyjaśnił, dodając jednocześnie, że jedynym elementem zaskoczenia była nietypowo duża liczba długich podań ze strony gości. 

Finalnie remis 1:1 sprawił, że Legia wciąż pozostaje w trudnym położeniu blisko strefy spadkowej. Raków z kolei oddalił się od walki o najwyższe cele.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!