Inigo Perez pojawił się na konferencji prasowej po finale Ligi Konferencji jako człowiek kompletnie rozbity emocjonalnie. Rayo Vallecano przegrało z Crystal Palace 0:1, a hiszpański szkoleniowiec nie ukrywał, że widok płaczących zawodników i kibiców jest dla niego nie do zniesienia. Mimo bolesnej porażki, fani z Vallecas pożegnali swój zespół owacją na stojąco oraz wymownym transparentem, który podkreślał ich lojalność nawet w chwilach największego sportowego dramatu.
Szkoleniowiec Rayo Vallecano szczerze przyznał, że Crystal Palace zasłużyło na to zwycięstwo, będąc drużyną lepszą w kluczowych fragmentach meczu. Perez zauważył, że choć pierwsza połowa była badaniem sił, to stracony gol w odizolowanej sytuacji mocno wpłynął na jego zespół. Hiszpan chwalił swoich piłkarzy za to, że nie rozsypali się po stracie bramki i potrafili przetrwać trudne momenty, choć ostatecznie nie zdołali odwrócić losów spotkania i doprowadzić do wyrównania.
Dramat w szatni i niepewna przyszłość Pereza
W trakcie spotkania z mediami Inigo Perez dwukrotnie odmówił odpowiedzi na pytania dotyczące jego dalszej pracy w klubie. Stwierdził stanowczo, że w tak delikatnym momencie rozmowa o jego przyszłości byłaby po prostu nie fair wobec grupy, którą prowadzi. Trener podkreślił wyjątkową więź łączącą zawodników, nazywając ich prawdziwymi przyjaciółmi, którzy skoczyliby za sobą w ogień. To właśnie ta jedność sprawiła, że porażka w finale stała się dla wszystkich tak bolesnym doświadczeniem.
Dla Pereza siłą napędową Rayo pozostają kibice i specyficzny klimat dzielnicy Vallecas, który objawia się w codziennym trudzie, a nie tylko w wielkich meczach. Menedżer odrzucił tezę, jakoby brak doświadczenia był decydujący w starciu z Anglikami. Wskazał raczej na konkretne boiskowe detale, które przeważyły szalę na korzyść Crystal Palace. Mimo smutku, Perez zakończył wystąpienie deklaracją dumy z postawy swoich graczy, którzy do samego końca walczyli o historyczny sukces.
