Mecz przy Łazienkowskiej, eliminacja z europejskich rozgrywek i nieustanne porównania z poprzednikiem — Łukasz Tomczyk po raz pierwszy mówi otwarcie o tym, jak wiele kosztuje go prowadzenie Rakowa Częstochowa.
Objęcie Rakowa Częstochowa oznaczało dla Łukasza Tomczyka coś więcej niż tylko nowe wyzwanie taktyczne. Każdy kolejny mecz przynosił ze sobą osobny ciężar — debiut ligowy, debiut przed własną publicznością, debiut w pucharach — a do tej serii dołączyła wreszcie konfrontacja z Markiem Papszunem, który po odejściu z Rakowa związał się z Legią Warszawą kontraktem do 2028 roku. Spotkanie przy ulicy Łazienkowskiej było pierwszym bezpośrednim starciem obu szkoleniowców od momentu zmiany warty.
Papszun zostawił w Częstochowie spiżowy pomnik: mistrzostwo Polski, dwa Puchary Polski i dwa Superpuchary. Tomczyk doskonale zdaje sobie sprawę z kontekstu, w jakim przyszło mu pracować.
„Ciężka robota dla młodego trenera. Staram się odcinać od tej otoczki, choć jestem pod ciągłym «prądem». Każdy mecz ma podtekst: debiut w lidze, debiut u siebie, debiut w pucharach, teraz mecz przeciwko trenerowi Papszunowi. To kapitalne doświadczenie, które mnie rozwija, idę dzięki temu do góry. A jak drużyna sobie poradziła w tej konfrontacji — na to każdy musi odpowiedzieć sobie sam" — powiedział szkoleniowiec, nie ukrywając, że narastające oczekiwania otoczenia odciskają na nim wyraźne piętno.
Do presji medialnej i porównań doszedł maraton meczowy, który — jak sam przyznaje Tomczyk — pozostawił ślad nie tylko na drużynie, ale i na nim samym. Raków odpadł z Ligi Konferencji po porażce z Fiorentiną, kończąc przygodę z europejskimi rozgrywkami.
„Sam czuję się mocno wypłukany z energii po tym maratonie" — stwierdził trener bez ogródek.
Reprezentacyjna pauza przychodzi w tej sytuacji w dobrym momencie. Raków planuje w jej trakcie grę kontrolną ze Stalą Rzeszów, po czym wróci do ligowych zmagań.
„Raków zawsze bazował na treningu, a nam go ostatnio brakowało przez granie co trzy dni. Widać, że zanikają proste elementy finalizacji czy gry pozycyjnej. Musimy to poszlifować przed meczami z Widzewem i GKS-em Katowice. Ta przerwa jest nam potrzebna do regeneracji" — wyjaśnił Tomczyk.
Częstochowianie zmierzą się z Widzewem Łódź 4 kwietnia, a tydzień później podejmą GKS Katowice.
Skupienie wyłącznie na Ekstraklasie i Pucharze Polski ma też — zdaniem trenera — wymiar czysto taktyczny. Przy dwóch frontach zamiast trzech przygotowanie do kolejnych rywali staje się prostsze, a rotacja kadry bardziej przewidywalna. Tomczyk podkreśla przy tym, że w grupie pojawiają się zawodnicy z głębszych rezerw i aktywnie włączają się do rywalizacji.
Sześciopunktowa strata do czołówki tabeli nie skłania go jednak do rezygnacji z ambitnych celów.
„Zawsze gramy o pełną pulę. Pokazaliśmy to z Fiorentiną, walcząc do końca i ryzykując bramkę na 2:1. Strata 6 punktów to nie jest przepaść, liga jest wyrównana i wciąż walczymy o najwyższe cele, w tym o podium" — zapewnił szkoleniowiec.
