Przyszłość Łukasza Piszczka w roli szkoleniowca stanęła pod znakiem zapytania po nieudanej przygodzie w Betclic 1. Lidze, która zweryfikowała dotychczasowe ambicje trenera kojarzonego wcześniej nawet z kadrą narodową.
Łukasz Piszczek, postrzegany dotychczas jako człowiek twardo stąpający po ziemi i ukształtowany sportowiec z ogromnym bagażem doświadczeń, zderzył się z brutalną rzeczywistością pracy pierwszego trenera na szczeblu centralnym. Choć jego nazwisko regularnie pojawiało się w spekulacjach dotyczących obsady stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski, rzeczywistość ligowa okazała się znacznie trudniejsza.
Prowadząc GKS Tychy w ośmiu spotkaniach, szkoleniowiec osiągnął średnią zaledwie 0,25 punktu na mecz. Wynik ten jest określany jako fatalny i stanowi wyraźny kontrast wobec wcześniejszego etapu jego kariery, gdy pełnił funkcję chociażby asystenta trenera w Borussii Dortmund.
Przed podjęciem pracy w Tychach, Piszczek był zaangażowany w projekt LKS Goczałkowice-Zdrój. Z tą miejscowością oraz klubem pozostaje zresztą mocno związany do dziś, deklarując chęć wspierania tamtejszego rozwoju sportowego. Jak się jednak okazało, próba łączenia wielu ról mogła mieć kluczowy wpływ na końcowe niepowodzenie byłego piłkarza w nowym miejscu pracy.
Mateusz Borek na antenie Kanału Sportowego. Dziennikarz zwrócił uwagę na problematyczne próby godzenia obowiązków zawodowych z życiem prywatnym oraz sentymentem do poprzedniego miejsca pracy.
„Mam pretensje do Łukasza o ten konformizm. Szanuję jego życie rodzinne i wybory, ale chciał połączyć wszystko, żeby prowadzić Tychy, patrzeć na Goczałkowice i jeszcze dbać o życie rodzinne” – zdradził dziennikarz.
W swojej ocenie powołał się na słynną maksymę Zbigniewa Bońka, zaznaczając, że „w piłce nie możesz się dzielić”.
Z relacji dziennikarza wynika, że sam Piszczek ma świadomość porażki tego projektu. Po wymianie wiadomości tekstowych z trenerem, Borek ujawnił nastroje panujące w sztabie:
„Napisałem do Piszczka SMS-a i on wyobrażał to sobie inaczej, jest zawiedziony”.
Mimo surowej oceny okresu spędzonego w GKS-ie, komentator powstrzymuje się od ostatecznego skreślenia szkoleniowca, sugerując, że nieudany epizod w jednym klubie nie musi definiować całej jego przyszłości w tym zawodzie. Pozostaje jednak pytanie, czy znajdzie się w najbliższym czasie klub, który będzie chciał dać Piszczkowi szansę.
