Luis Enrique nie krył emocji po rewanżowym starciu ćwierćfinałowym na Anfield. Trener Paris Saint-Germain wprost ocenił postawę swojego zespołu w trudnych momentach meczu z Liverpoolem. Gdyby to była koszykówka, poprosiłbym o czas — przyznał Hiszpan, komentując wydarzenia z drugiej połowy spotkania.
Szkoleniowiec paryżan zwrócił uwagę na krytyczny moment tuż po przerwie. Liverpool był blisko strzelenia gola kontaktowego, gdy PSG zaczęło bronić głębiej na własnej połowie. Enrique docenił jednak odporność swoich piłkarzy w niekorzystnych warunkach. Według niego rywale podjęli ryzyko, co otworzyło gościom szanse na zamknięcie meczu. Choć stało się to później, niż zakładał trener, cel w postaci awansu został zrealizowany.
Problemy z angielskimi klubami
Mimo sukcesu na Anfield, Luis Enrique zachowuje chłodną głowę w kwestii rywalizacji z drużynami z Premier League. Zapytany o swoje dobre wyniki przeciwko Anglikom, natychmiast przypomniał o wstydliwej statystyce. Nie pokonaliśmy Newcastle w trzech próbach — uciął krótko Hiszpan. Zaznaczył jednak, że gra w Anglii to zawsze przyjemność, a zespół jest bardzo szczęśliwy z obecności w półfinale rozgrywek.
