Arsenal Londyn uniknął najtrudniejszych rywali w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Losowanie skojarzyło Kanonierów z Bayerem Leverkusen, co otwiera przed nimi obiecującą ścieżkę w turnieju.
Wybór Bayeru Leverkusen to dla kibiców sygnał, że klub trafił na bezpieczniejszą stronę drabinki. Choć niemiecki zespół jest świetnie zorganizowany i potrafi bezlitośnie wykorzystywać błędy rywali, Arsenal uniknął aury Realu Madryt czy nieuchronności Bayernu Monachium. Kluczem do sukcesu w tym dwumeczu będzie kontrola tempa gry i unikanie chaosu. Jeśli podopieczni Mikela Artety zachowają dyscyplinę w defensywie i nie zlekceważą przeciwnika, mogą traktować to starcie jako zadanie do rozwiązania, a nie prezent od losu.
Potencjalna droga do półfinału wygląda wyjątkowo zachęcająco, ponieważ w ćwierćfinale na zwycięzcę czeka Bodo/Glimt lub Sporting CP. Norweski zespół bywa niewygodny ze względu na specyficzne warunki i odważny styl gry, natomiast Portugalczycy dysponują dużą szybkością i nie czują respektu przed faworytami. Arsenal posiada jednak większą głębię składu i wyższą jakość techniczną. Największym zagrożeniem dla londyńczyków może być chwila dekoncentracji lub nagły zwrot akcji, taki jak czerwona kartka, który mógłby zniweczyć przewagę wypracowaną przez 180 minut rywalizacji.
Dopiero w półfinale poprzeczka powędruje znacznie wyżej, gdzie mogą czekać Barcelona, Atletico Madryt, Newcastle United lub Tottenham. Każdy z tych rywali stawia inne wymagania, od cierpliwości w starciu z Katalończykami po emocjonalną bitwę z Atletico Madryt. Szczególnie niewygodny wydaje się zespół z Madrytu, który potrafi zamienić mecz w brzydkie widowisko i wygrywać minimalną różnicą bramek. Arsenal uniknął najgorszego scenariusza na starcie fazy pucharowej, ale awans do strefy medalowej będzie wymagał pełnego skupienia, a nie tylko korzystnego układu par.
