Rzut karny podyktowany przez sędziego Łukasza Kuźmę w 71. minucie, po zagraniu ręką Ariela Mosóra, sprawił, że Raków po raz piąty z rzędu nie utrzymał prowadzenia — a trener Łukasz Tomczyk po starciu przy Łazienkowskiej zabrał głos na temat interpretacji sędziowskich.
Punktem kulminacyjnym drugiej połowy niedzielnego spotkania okazała się sytuacja z 71. minuty, gdy sędzia Łukasz Kuźma podyktował rzut karny dla Legii. Bezpośrednim powodem decyzji było zagranie ręką przez Ariela Mosóra w polu karnym — choć akcja nie była jednoznaczna. Piłka odbiła się uprzednio od nogi zawodnika i dopiero wówczas trafiła w rękę obrońcy Rakowa, co natychmiast wzbudziło dyskusję wokół interpretacji przepisu.
Kuźma początkowo czekał na sygnał z wozu VAR — po konsultacji udał się jednak do monitora, by obejrzeć powtórkę. Ostatecznie wskazał na jedenasty metr. Jean-Pierre Nsame nie zmarnował okazji i doprowadził do remisu, przekreślając prowadzenie, które Raków wypracował już w 6. minucie meczu.
Trener Częstochowian nie unikał tematu spornej jedenastki, choć zadbał o wyważony ton.
„To trudna sytuacja dla obrońcy. Piłka odbija się od nogi i trafia w rękę z bardzo bliskiej odległości. Ciężko w takim ułamku sekundy zareagować czy schować rękę. Nie będę się jednoznacznie opowiadał po żadnej ze stron, niech rozstrzygają sędziowie" — powiedział Łukasz Tomczyk.
Szkoleniowiec odrzucił też narrację o tym, że Raków po zdobyciu prowadzenia schował się i zaprzepaścił wynik własną biernością.
„Nie zgadzam się, że dziś się cofnęliśmy. W drugiej połowie zrobiliśmy wszystko, by dowieźć wynik — przez długie fragmenty utrzymywaliśmy się przy piłce pod polem karnym Legii" — przekonywał.
Przyznał jednak, że pierwsza połowa nie była idealna, wskazując na momenty stłamszenia, po których jego zespół zdołał się jednak zreorganizować.
„Wierzę, że ta suma szczęścia wyjdzie nam na zero na koniec sezonu" — podsumował.
