Mansour Bahrami nie był w Iranie od lutego 2020 roku. Legendarny tenisista przyznaje otwarcie, że powrót do ojczyzny grozi mu natychmiastowym aresztowaniem przez tamtejsze władze.
66-letni sportowiec, który posiada podwójne obywatelstwo, naraził się reżimowi wspieraniem ruchów demokratycznych. Bahrami publicznie poparł protesty po śmierci Mahsy Amini w 2022 roku, co spotkało się z groźbami ze strony irańskich służb. Tenisista usłyszał, że musi milczeć, jeśli chce uniknąć konsekwencji. Mimo że przez lata odwiedzał rodzinę co dwa lata, teraz obawa o wolność skutecznie uniemożliwia mu przekroczenie granicy państwa, w którym się urodził i które opuścił po rewolucji islamskiej.
W rozmowie z dziennikiem L’Equipe Bahrami ujawnił przerażające realia życia w Iranie po ostatnich konfliktach i uderzeniach sił USA oraz Izraela. Według jego relacji rodziny zabitych w niedawnych protestach muszą płacić od 200 do 300 euro za każdą kulę, która trafiła ich bliskich, aby w ogóle odzyskać ciała do pochówku. Przy zarobkach rzędu 150 euro miesięcznie i gigantycznej inflacji, takie kwoty są dla wielu Irańczyków barierą nie do przejścia, co tenisista nazywa sytuacją niemożliwą do zrozumienia.
Sytuacja polityczna w regionie uderzyła bezpośrednio w światowy tenis po turnieju w Dubaju. Iran zaatakował kilka państw, co doprowadziło do zawieszenia lotów z Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W pułapce utknęli zawodnicy oraz sztaby szkoleniowe, w tym triumfator imprezy Daniil Medvedev oraz Andrey Rublev. Obaj Rosjanie nie mogą opuścić miasta, a ich start w nadchodzącym turnieju Indian Wells stanął pod znakiem zapytania. Konflikt zbrojny, w którym zginął ajatollah Ali Chamenei, paraliżuje obecnie logistykę największych gwiazd ATP.
