Everton otrzymał bolesny cios w swoich staraniach o pozyskanie Jacoba Murphy'ego. Skrzydłowy Newcastle United podjął jasną decyzję: chce zostać na St. James' Park i walczyć o swoje miejsce w składzie.
Sytuacja 31-letniego zawodnika stała się niepewna po odejściu Eddiego Howe'a, u którego Murphy był jednym z ulubieńców. Nowy menedżer, Matthias Jaissle, dopiero ocenia przydatność poszczególnych graczy, co wywołało falę spekulacji transferowych. Mimo że konkurencja na skrzydłach jest ogromna, Anglik nie zamierza uciekać z klubu. Chce wykorzystać pierwsze tygodnie pracy z niemieckim szkoleniowcem, aby udowodnić swoją wartość, zanim w ogóle zacznie rozważać zmianę barw klubowych.
David Moyes szuka doświadczenia na Merseyside
Everton pod wodzą Davida Moyesa desperacko szuka wzmocnień w ofensywie, a Murphy, który rozegrał dla Newcastle 265 meczów, wydawał się idealnym kandydatem. Klub z Liverpoolu zmaga się z niepewnością dotyczącą przyszłości Ilimana Ndiaye oraz ewentualnego powrotu Jacka Grealisha po udanym wypożyczeniu. Wszechstronność Murphy'ego, kupionego w 2017 roku z Norwich City za 12 milionów funtów, przyciągnęła uwagę sztabu z Goodison Park, jednak lojalność najdłużej stażem zawodnika „Srok” okazała się na razie barierą nie do przejścia.
Choć Murphy nie forsuje transferu, jego przyszłość wciąż zależy od decyzji Jaissle. Jeśli niemiecki trener uzna, że nie może zagwarantować mu regularnych występów, sytuacja może skomplikować się w ostatnich dniach okienka. Na ten moment piłkarz pozostaje nieugięty, a Everton musi czekać na rozwój wypadków w Newcastle. Ostatni sezon nie był dla skrzydłowego wybitny pod względem liczb, ale jego silna więź z klubem sprawia, że priorytetem pozostaje gra na Tyneside.
