Zwycięstwo Charlesa Leclerca w Grand Prix Wielkiej Brytanii przyniosło Monakijczykowi ogromną ulgę po trudnych tygodniach poszukiwań odpowiednich ustawień w bolidzie SF-26. Za uśmiechem na podium kryje się jednak techniczna rewolucja, która dokonała się w kokpicie Ferrari. Kierowca po raz pierwszy od dołączenia do stajni z Maranello w 2019 roku zdecydował się na całkowitą przebudowę oprogramowania swojej kierownicy, porzucając układ, któremu był wierny przez siedem lat.
Decyzja Leclerca jest wyjątkowa, ponieważ większość zespołów i kierowców, w tym Lewis Hamilton, zachowała układy zbliżone do tych z poprzedniego cyklu technicznego. Monakijczyk postawił na głębokie zmiany: parametry takie jak prędkość, obroty silnika czy balans hamulców trafiły do małych boksów po lewej stronie ekranu. Centralne miejsce zajęły teraz temperatury opon i hamulców, które wcześniej wymagały przełączania stron za pomocą przycisków, co znacząco ułatwia kontrolę nad bolidem w trakcie walki.
Nowe funkcje i walka z energią w 2026 roku
W nowym systemie pojawił się pionowy pasek boczny monitorujący pracę MGU-K oraz pięć czerwonych kropek informujących o dostępności doładowania boost. Kluczowym elementem okazał się też wskaźnik startowy. Ze względu na brak MGU-H, rozkręcenie turbo stało się trudniejsze, dlatego Ferrari wprowadziło trójkolorową skalę. Zielone światło oznacza, że turbosprężarka osiągnęła optymalne obroty, co uczyniło model SF-26 jednym z najskuteczniejszych aut podczas ruszania z pól startowych w tym sezonie.
