Przed rewanżem mało kto dopuszczał taki scenariusz. Po odpadnięciu Lecha Poznań pojawiły się jednak pytania, czy pewność siebie nie poszła za daleko.
Lech Poznań przystępował do rewanżu z AGF Aarhus w sytuacji, która powszechnie była uznawana za bardzo komfortową. Po wyjazdowym zwycięstwie 4:1 awans Kolejorza wydawał się niemal przesądzony, a dyskusje coraz częściej dotyczyły już kolejnych etapów eliminacji Ligi Mistrzów.
W mediach analizowano nie tylko potencjalny dwumecz z Sabah FK, ale także możliwych rywali Lecha w czwartej rundzie. Azerski zespół również był przedstawiany jako przeciwnik, z którym mistrz Polski powinien sobie poradzić. W jego składzie występuje Tymoteusz Puchacz, były zawodnik Kolejorza.
Po niespodziewanym odpadnięciu Lecha reprezentant Polski zabrał głos na antenie Meczyków. Zwrócił uwagę na atmosferę, jaka powstała jeszcze przed rewanżem z Duńczykami.
– Czasami mam wrażenie, że w Polsce przeceniamy pewne rzeczy i za szybko się podniecamy. To jest bez sensu. Powinniśmy twardo stąpać po ziemi i nie podniecać się małymi rzeczami, bo potem tak to jest – powiedział Puchacz.
Piłkarz Sabah FK przyznał również, że jeszcze przed rozstrzygnięciem dwumeczu docierały do niego komentarze dotyczące ewentualnego starcia z Lechem.
– Pycha kroczy przed upadkiem. Nie mówię, że trzeba było obawiać się Aarhus, ale dochodziły do mnie głosy, jak to się Lech po nas nie przejedzie od niektórych dziennikarzy. Czasami warto skupić się na dziś, a nie siedem kroków do przodu – dodał.
Słowa Puchacza pokazują, jak bardzo przed rewanżem uwaga otoczenia klubu przesunęła się z Aarhus na kolejne rundy. Ostatecznie Kolejorz nie wykorzystał przewagi z pierwszego meczu i stracił szansę na dalszą grę w eliminacjach Ligi Mistrzów.

