Barcelona przeżywa trudne chwile po bolesnym odpadnięciu z Pucharu Króla. Porażka 3:4 w dwumeczu z Atletico Madryt zamknęła drogę do finału, ale Joan Laporta zamiast krytyki, wybrał atak na czynniki zewnętrzne.
Prezydent klubu, walczący o czwartą kadencję, publicznie wyraził dumę z postawy zawodników i trenera Hansiego Flicka. Laporta uważa, że losy rywalizacji potoczyłyby się inaczej, gdyby nie decyzja sędziowska z pierwszego spotkania. Jego zdaniem nieuznany gol Pau Cubarsiego był kluczowym momentem, który pozbawił Barcelonę awansu. Mimo końcowego wyniku, szef Dumy Katalonii podkreślał, że dziesięciominutowe oklaski kibiców po meczu są ważniejsze niż samo rozczarowanie rezultatem na Spotify Camp Nou.
Prezydent uderza w radę miasta i zapowiada transfery
Laporta skierował mocne oskarżenia w stronę Rady Miasta Barcelony. Twierdzi, że brak zgody na otwarcie trybuny północnej, co pozbawiło klub wsparcia 17 tysięcy fanów, bezpośrednio wpłynął na wynik. Według niego pełny stadion pozwoliłby drużynie strzelić więcej goli i przytłoczyć Atletico. Prezydent nie rozumie, dlaczego sektory Grada d’Animació pozostają zamknięte, nazywając tę sytuację karą dla zespołu w tak ważnym momencie sezonu, gdy atmosfera na trybunach była fantastyczna.
W kontekście przyszłości Laporta przekazał optymistyczne wieści dotyczące finansów i powrotu do zasady 1:1 w LaLiga. Zapewnił, że napięcie budżetowe maleje, co pozwoli Deco i Flickowi na wzmocnienie składu. Choć prezydent jest dumny z obecnej kadry, zapowiedział już konieczne korekty na konkretnych pozycjach. Wszystko zależy jednak od wyniku nadchodzących wyborów, w których Laporta liczy na utrzymanie władzy i dokończenie przebudowy sportowego projektu Barcelony.
