Joan Laporta wyrasta na głównego bohatera przedwyborczej gorączki w Barcelonie. Prezydent klubu w rozmowie z Cadena Cope stanowczo zaprzeczył oskarżeniom Xaviego Hernandeza, jakoby miał sabotować powrót Lionela Messiego w 2023 roku. Jak donoszą media, konflikt między legendarnym trenerem a obecnym szefem Dumy Katalonii przybrał na sile tuż przed niedzielnym głosowaniem.
Laporta przedstawił konkretną wersję zdarzeń z maja ubiegłego roku. Twierdzi, że przygotował projekt kontraktu, a Messi osobiście odwiedził go w domu. To właśnie wtedy Argentyńczyk miał zakomunikować, że wraz z rodziną wybrał przeprowadzkę do Interu Miami. Prezydent podkreślił, że klub mieścił się w limitach finansowego fair play, a decyzja należała wyłącznie do piłkarza. Laporta zaznaczył, że nie boi się ewentualnych wyjaśnień ze strony zawodnika lub jego ojca, Jorge Messiego.
Wojna o władzę i cień dyktatora w tle
Ataki Xaviego na zarząd Laporta określił mianem przejawu goryczy, wynikającej z obecnych sukcesów Hansiego Flicka. Prezydent musiał również bronić swojego doradcy, Alejandro Echevarrii. Xavi zarzucił mu posiadanie nieograniczonej władzy i doprowadzenie do swojego zwolnienia. Echevarria to postać kontrowersyjna, która w 2005 roku odeszła z klubu po ujawnieniu jego powiązań z fundacją Francisco Franco. Laporta nazwał go jednak jedną z najbardziej uczciwych osób, jakie zna, i kluczowym ogniwem w relacjach z ligą.
Obecny sternik Barcelony uważa, że wyciąganie tematu Messiego służy jedynie mąceniu wody przed nadchodzącymi wyborami. W niedzielnym głosowaniu Laporta zmierzy się z Victorem Fontem w walce o pięcioletnią kadencję. Prezydent przypomniał, że to właśnie Echevarria najdłużej bronił Xaviego przed zwolnieniem, gdy wyniki zespołu były nie do obrony. Ostateczną decyzję o rozstaniu z trenerem Laporta podjął osobiście, co – jak sam przyznał – zrobił z ciężkim sercem.
