La Liga to nie tylko piłkarze i trenerzy na murawie, ale także gra pozaboiskowa – polityka, interesy, kuluary. Najnowsze doniesienia z Hiszpanii przypominają nam, jak bardzo świat piłki przeplata się z wpływami na szczytach organizacji. Joan Laporta – prezydent FC Barcelony – publicznie wyraził swoje zaniepokojenie długą listą osób związanych z Realem Madryt, które zasiadają we władzach czy ciałach decyzyjnych hiszpańskiego futbolu. Czy to paranoja, czy rozsądna ostrożność? Temat rozgrzewa fanów od Madrytu po Katalonię.
W skrócie:
- Laporta zwraca uwagę na wzrost liczby osób związanych z Realem Madryt w najważniejszych instytucjach futbolowych.
- Odbudowa Komitetu Technicznego Sędziów (CTA) budzi opór Barcelony, a głośna nominacja Chemy Alonso potęguje kontrowersje.
- Prezydent Barcy deklaruje „pełne zaufanie”, ale jednocześnie przyznaje, że klub zachowa czujność wobec nowych „madridistas” na szczycie.
Madridistas na fotelach decyzyjnych – kto pociąga za sznurki?
Początek sezonu 2025 stał się kolejnym polem do walki Barcelony z cieniem wszechobecnego Realu Madryt – tym razem jednak nie na boisku, a w biurach, salach konferencyjnych i technicznych gabinetach. Joan Laporta, niezłomny lider culés, gościł ostatnio u dziennikarzy Mundo Deportivo i nie owijał w bawełnę – lista „madridistas” w hiszpańskich organizacjach futbolowych rośnie, jak na drożdżach. A na szczycie tych struktur mają znaleźć się osoby bezpośrednio kojarzone z madryckim gigantem.
Przyglądając się zmianom w Komitecie Technicznym Sędziów (CTA), nie sposób nie zauważyć, że proces „rekonstrukcji” przebiega pod dyktando oczekiwań Realu Madryt. To właśnie Królewscy, według doniesień portalu ElDesmarque, mieli grozić bojkotem finału Pucharu Króla, jeśli organizacja nie zostanie przemodelowana.
Efekt? Najwyraźniejsze nominacje poszły w stronę osób identyfikujących się z „Los Blancos”. Najgłośniejszym nazwiskiem ostatnich tygodni pozostaje Chema Alonso – specjalista od nowych technologii i… deklarowany fan Realu, bezpośrednio „zarządzający” panelem sędziowskim i wdrażaniem sztucznej inteligencji w arbitrażu.
Laporta idzie na całość, choć gra w dyplomację
Oficjalnie Joan Laporta stara się zachować pokój: w rozmowie z mediami podkreślił, że czuje się komfortowo w towarzystwie liderów innych klubów i federacji – Javiera Tebasa, Louzána czy Aganzo. Wybrzmiało jednak wyraźne „ale”. Cytując Barca prezesa: „oni będą wiedzieli”, co mają robić… Jednak w katalońskich mediach nie milkną głosy o potrzebie zachowania ostrożności, regularnego przyglądania się decyzjom zapadającym w federacji czy organizacjach pokroju CTA.
Nie zabrakło też sportowej zaciętości, podanej w stylu Laporty – deklaracja zaufania podszyta czujnością, igra z wyobraźnią fanów. To nie jest otwarty atak, raczej subtelna, katalońska szpila wbita w stronę Madrytu. W końcu – jak sugerują działacze Barcelony – kto kontroluje arbitrów, ten zyskuje przewagę. Nawet, jeśli nikt nie powie tego wprost!
„Kto wie”, jak zakończy się ten rozdział. Pewne jest jedno — polityka biurowa w hiszpańskim futbolu rozpalona jest do czerwoności równie mocno, jak trybuny podczas El Clásico.
