FC Barcelona znalazła się w kłopotliwej sytuacji po tym, jak władze La Ligi odmówiły zatwierdzenia zwolnienia lekarskiego Marca-André ter Stegena. Taki ruch pozwoliłby na zwolnienie części budżetu płacowego i zarejestrowanie nowego bramkarza, Joana Garcíi. Duma Katalonii poczuła się potraktowana niesprawiedliwie, ale jak to w Barcelonie bywa, na każdy problem jest już przygotowane rozwiązanie. Klub ma w zanadrzu sprawdzony patent.
W skrócie:
- Barcelona jest oburzona odmową La Ligi w sprawie zwolnienia lekarskiego ter Stegena, co blokuje rejestrację nowego bramkarza.
- "Plan A" zakłada, że komisja lekarska orzeknie o długiej przerwie Niemca, co pozwoli wykorzystać część jego pensji na nowy kontrakt.
- Jeśli to się nie uda, w życie wejdzie "plan B" – prezes Laporta i skarbnik klubu ponownie zapewnią osobiste gwarancje finansowe, jak przy transferze Koundé.
Gdy regulamin zawodzi, wjeżdżają prywatne miliony
Władze FC Barcelony wpadły w furię. Odmowa ze strony La Ligi w sprawie certyfikatu medycznego ich kluczowego bramkarza to cios w samo serce planowania kadrowego. Chodzi oczywiście o pieniądze, a konkretnie o limit płacowy, który w Hiszpanii jest świętszy niż niedzielna paella. Bez zwolnienia części pensji kontuzjowanego ter Stegena, klub nie może formalnie zgłosić do rozgrywek jego następcy, Joana Garcíi. Ale spokojnie, to Barcelona – tutaj kreatywna księgowość i kruczki prawne to chleb powszedni.
Jak donosi "Mundo Deportivo", klub uruchomił "plan A". Teraz piłka jest po stronie komisji lekarskiej La Ligi, która musi ocenić, jak poważna jest kontuzja niemieckiego golkipera. Zasady są proste jak budowa cepa, ale diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli lekarze orzekną, że ter Stegen będzie pauzował pięć miesięcy lub dłużej, klub będzie mógł wykorzystać 80% jego wynagrodzenia na nowy kontrakt. Jeśli przerwa potrwa cztery miesiące – do dyspozycji będzie 50% pensji. Każdy miesiąc mniej oznacza finansową katastrofę i fiasko pierwotnego założenia.
Laporta znów wyciągnie asa z rękawa? Ten manewr już raz zadziałał
Co jeśli komisja lekarska nie będzie łaskawa i uzna, że uraz nie jest aż tak długoterminowy? Czy Barcelona zostanie na lodzie? Nic z tych rzeczy. Wtedy do gry wchodzi "plan B", który można by nazwać "manewrem Koundé". To już sprawdzona i przetestowana ścieżka, która polega na osobistych gwarancjach finansowych udzielonych przez członków zarządu.
Precedens miał miejsce w sierpniu 2022 roku. Wtedy, przy rejestracji Julesa Koundé, pojawiły się identyczne problemy z limitem płac. Sytuację uratowali prezes Joan Laporta i skarbnik Ferran Olivé, wykładając na stół osobiste gwarancje opiewające na kwotę około 11 milionów euro. Wygląda na to, że historia lubi się powtarzać, a sternicy "Blaugrany" znów są gotowi sięgnąć do własnej kieszeni, by ominąć sztywne regulacje i dopiąć swego. To pokazuje, jak wielka jest determinacja w Katalonii, by radzić sobie z problemami, nawet jeśli wymaga to niekonwencjonalnych i ryzykownych zagrań.
