Kylian Mbappe przeżył koszmarny wieczór w Sewilli, marnując szansę na uratowanie punktu w doliczonym czasie gry. Real Madryt musiał uznać wyższość Realu Betis, przegrywając 0:1 i notując pierwszą porażkę w lidze od powrotu Jose Mourinho na ławkę trenerską. To koniec idealnego startu sezonu, który rozbudził ogromne nadzieje wśród kibiców Królewskich.
Decydujący cios nadszedł w 81. minucie spotkania, gdy Troy Parrott wykazał się największym sprytem w polu karnym. Irlandzki napastnik, który latem dołączył do Betisu z AZ Alkmaar, dobił piłkę po tym, jak Thibaut Courtois z trudem odbił strzał głową Nelsona Deossy. Było to premierowe trafienie Parrotta w nowych barwach, które przerwało passę trzech kolejnych ligowych zwycięstw madrytczyków pod wodzą portugalskiego szkoleniowca.
Dramat w doliczonym czasie i interwencja VAR
Końcówka meczu dostarczyła niewiarygodnych emocji, zaczynając od nieuznanej bramki rezerwowego Carlosa Espi. Młody zawodnik popisał się akrobatycznym wykończeniem, jednak po analizie VAR sędziowie dopatrzyli się pozycji spalonej i gol został anulowany. W 94. minucie Vinicius Junior wywalczył rzut karny po faulu Natana, dając Realowi Madryt ostatnią szansę na uniknięcie porażki. Do piłki podszedł Kylian Mbappe, ale jego lekki strzał bez problemu obronił Alvaro Valles, kończąc serię siedmiu celnie wykonanych jedenastek Francuza.
Porażka na Estadio La Cartuja jest dla Jose Mourinho szczególnie bolesna, ponieważ Real Madryt po raz pierwszy od sezonu 2014/15 przegrał jeden z czterech inauguracyjnych meczów ligowych. Goście mieli mnóstwo okazji, by objąć prowadzenie – Vinicius trafił w słupek, a Mbappe obił poprzeczkę na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Jak podaje portal Managing Madrid, Betis staje się prawdziwym koszmarem Królewskich, odbierając im punkty w sześciu z ostatnich ośmiu bezpośrednich starć. Sytuacja w tabeli może się skomplikować, jeśli Barcelona wygra swój mecz z Valencią i odskoczy rywalom na trzy punkty.
