Pięć bramek wbitych na własnym stadionie to dla kibiców Hamburga wystarczający powód do wstydu, ale niedzielne popołudnie przyniosło jeszcze jeden bolesny cios. Ransford Königsdörffer, który latem opuścił Volksparkstadion, dobił swój były zespół w doliczonym czasie gry, ustalając wynik na 5:0 dla Mainz. Prawdziwa burza wybuchła jednak dopiero po strzale, gdy 24-latek zdecydował się na prowokacyjną celebrację bezpośrednio przed sektorem fanów HSV.
Napastnik Mainz po minięciu Sebastiaana Bornauwa i pewnym wykończeniu akcji wykonał efektowny ślizg na kolanach, patrząc prosto w oczy kibicom, którzy jeszcze niedawno skandowali jego nazwisko. Zachowanie to natychmiast spotkało się z ostrą reakcją kapitana gospodarzy. Nicolai Remberg, choć prywatnie darzy zawodnika sympatią, w strefie mieszanej nie gryzł się w język. „Bardzo go lubię, ale jestem kapitanem tego klubu. Kiedy ktoś celebruje w ten sposób przed naszymi kibicami, to dla mnie nie jest w porządku. To po prostu nie było stosowne” – przyznał stanowczo pomocnik Hamburga. Remberg dodał również, że choć Königsdörffer musiał znosić wyzwiska z trybun, które były „poniżej pasa”, to jego reakcja po golu była zdecydowanie przesadzona.
Sytuacja jest o tyle pikantna, że jeszcze siedem miesięcy temu relacje obu piłkarzy wyglądały zupełnie inaczej. W lutym 2026 roku, gdy Königsdörffer zmagał się z ogromną krytyką i niemocą strzelecką w barwach HSV, to właśnie Remberg publicznie brał go w obronę. Kapitan Hamburga przekonywał wówczas, że ataki na napastnika są niesprawiedliwe, ponieważ ten ciężko pracuje dla drużyny i nikt bardziej nie zasługuje na przełamanie. Według zagranicznych doniesień, tamto wsparcie pomogło zawodnikowi odzyskać formę i zdobyć łącznie pięć bramek w sezonie Bundesligi, zanim odszedł do Mainz na zasadzie wolnego transferu.
Niedzielny incydent położył się cieniem na powrocie napastnika, który przed pierwszym gwizdkiem został przywitany brawami. Mimo że Königsdörffer próbował podać rękę Rembergowi tuż po kontrowersyjnej celebracji, kapitan Hamburga pozostał nieugięty. Mainz wywozi z Volksparkstadion komplet punktów, ale niesmak po zachowaniu byłego ulubieńca trybun pozostanie w Hamburgu na długo.
