Jeśli Niels Frederiksen rzeczywiście opuści Lech Poznań po tym sezonie, klub z Poznania prawdopodobnie znów sięgnie za granicę po następcę — chyba że skorzysta z opcji, która sama się nasuwa.
Od dłuższego czasu w środowisku mówi się głośno o tym, że Niels Frederiksen może pożegnać się z Lechem po zakończeniu sezonu. Duńczyk ma być przekonany, że w Polsce osiągnął już wszystko, co było do osiągnięcia, i pragnie sprawdzić się w nowym otoczeniu. Kwestią otwartą pozostaje, czy do zmiany decyzji nie skłoni go perspektywa udziału w eliminacjach do Ligi Mistrzów — Lech ma być rozstawiony do samego końca tych rozgrywek, co teoretycznie oznaczałoby łatwiejszą drogę do fazy ligowej Champions League.
Dariusz Dudka, niegdyś piłkarz Kolejorza, a później członek jego sztabu szkoleniowego, był gościem programu prowadzonego przez dziennikarza Tomasza Ćwiąkałę i wyraził jasno swoją opinię na temat następcy Frederiksena w „Kolejorzu”:
„Jeżeli w Lechu nie będzie Macieja Skorży, to ciężko, żeby znalazł się tam polski trener" — stwierdził wprost, dopuszczając jedynie jeden wyjątek: „Chyba że Adrian Siemieniec."
Zapytany o przyczyny widocznej niechęci klubu do rodzimych szkoleniowców, Dudka wskazał na specyfikę środowiska wewnątrz Lecha.
„Szatnia i klub stają się bardzo europejskie. Funkcjonujesz praktycznie tylko po angielsku, na odprawach nie ma tłumaczenia. Jeżeli tam jesteś, musisz funkcjonować w języku angielskim" — tłumaczył.
Gdy prowadzący wywiad przypomniał o takich postaciach jak Daniel Myśliwiec, który spełniałby to kryterium, Dudka przyznał rację, jednak podtrzymał swoją tezę:
„Wydaje mi się, że klub na tyle już przeżył tych polskich trenerów i z racji tego, że sprawdził się tylko Maciej Skorża, oni będą szukali czegoś za granicą."
Co ciekawe, Maciej Skorża został niedawno zwolniony z funkcji trenera Urawy Red Diamonds i pozostaje bez zatrudnienia. Scenariusza, w którym wróciłby na ławkę przy Bułgarskiej, nie sposób więc całkowicie wykluczyć.
