Legia Warszawa oficjalnie potwierdziła transfer Otto Hindricha z rumuńskiego CFR Cluj. 23-letni bramkarz podpisał kontrakt do końca maja 2030 roku i ma stanowić rywalizację dla Kacpra Tobiasza, którego przyszłość w stolicy pozostaje niepewna. Rumun kosztował warszawski klub około 800 tysięcy euro, choć początkowo Legia chciała go wypożyczyć z opcją wykupu.
W skrócie:
- Otto Hindrich przeszedł testy medyczne i podpisał kontrakt z Legią Warszawa do 30 maja 2030 roku za około 800 tysięcy euro
- 23-letni Rumun był podstawowym bramkarzem CFR Cluj w rundzie jesiennej, rozgrywając 27 spotkań i zachowując czyste konto w ośmiu meczach
- Transfer ma zabezpieczyć pozycję bramkarza w kontekście niepewnej przyszłości Kacpra Tobiasza, którego kontrakt może nie zostać przedłużony
Definitywny transfer zamiast wypożyczenia
Negocjacje z CFR Cluj nie przebiegały początkowo po myśli warszawskiego klubu. Legia preferowała rozwiązanie w postaci wypożyczenia z opcją wykupu, jednak rumuńska strona stanowczo odrzuciła taką propozycję. Ostatecznie obie strony doszły do porozumienia w sprawie transferu definitywnego, który kosztował stołeczny klub około 800 tysięcy euro. To kwota znacząca w polskich realiach, ale jak podkreślają władze Legii, inwestycja w młodego, perspektywicznego bramkarza była konieczna.
Hindrich w rundzie jesiennej był niekwestionowanym numerem jeden w CFR Cluj. W 27 meczach pokazał się z dobrej strony, ośmiokrotnie kończąc spotkanie bez straty gola. Szczególnie wyróżnił się w grudniowym meczu przeciwko Universitatei Craiova, gdzie obronił aż 10 strzałów, stając się bohaterem swojej drużyny. To właśnie ta forma przekonała sztab szkoleniowy Legii do podjęcia decyzji o jego sprowadzeniu.
Spokój i pewność siebie dla zespołu
"Uważam, że mogę wnieść do zespołu spokój i dać pewność siebie. Moim pierwszym celem jest jak najszybsza integracja. Chcę bardzo pomóc moim nowym kolegom i dalej się rozwijać" – powiedział Hindrich po podpisaniu kontraktu. Słowa 23-latka wskazują na jego dojrzałe podejście do nowego wyzwania. Rumun zdaje sobie sprawę, że czeka go walka o miejsce w składzie z Kacprem Tobiaszem, którego przyszłość w klubie pozostaje nierozstrzygnięta.
Dyrektor sportowy Legii Michał Żewłakow nie ukrywał, że transfer Hindricha to element długofalowej strategii klubu. "Otto to piłkarz, który na pewno wzmocni rywalizację. Podpisał kontrakt do końca maja 2030 roku, więc jest gwarancją, że na tej pozycji będziemy mieli spokój i nie będziemy się martwić w kontekście przyszłości. Wiadomo, że szukaliśmy bramkarza, bo pozostaje kwestia tego, czy Kacper Tobiasz przedłuży kontrakt, czy będzie szykował się do transferu. A dlaczego akurat Otto? Tutaj w dużej mierze wpłynęła zmiana na stanowisku trenera i trenera bramkarzy, oni oglądali tego piłkarza. My sprawdziliśmy, wszystko się zgadzało, dlatego Otto jest już od dzisiaj z nami" – wyjaśnił Żewłakow.
Uraz Kobylaka komplikuje sytuację
Transfer Hindricha nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście urazu Gabriela Kobylaka. Młody bramkarz doznał urazu mięśnia przywodziciela podczas zgrupowania w Hiszpanii i musiał opuścić obóz przygotowawczy. Do treningów ma wrócić za kilka tygodni, obecnie rozpoczynając rehabilitację w Warszawie. Ta sytuacja sprawia, że obecność Rumuna w kadrze staje się jeszcze bardziej istotna.
Legia zabezpieczyła się więc na pozycji bramkarza na najbliższe lata. Hindrich ma nie tylko rywalizować z Tobiaszem, ale również stanowić realną alternatywę w przypadku kontuzji czy spadku formy któregoś z golkiperów. Kontrakt do 2030 roku daje klubowi stabilność i pewność, że nie będzie musiał w pośpiechu szukać rozwiązań na tej kluczowej pozycji.
Rumun dołączył już do zespołu na zgrupowaniu i rozpoczął treningi pod okiem nowego sztabu szkoleniowego, który miał decydujący wpływ na jego wybór. Podobnie jak Jordi Sanchez w Wiśle Kraków, Hindrich będzie musiał szybko zaaklimatyzować się w nowym środowisku i udowodnić swoją wartość w polskiej ekstraklasie.
