Kreatywna księgowość Barcelony pod lupą UEFA. Laporta walczy o obniżenie gigantycznej kary

Jarosław ZającJarosław Zając
10 czerwca 2025 13:14
Kreatywna księgowość Barcelony pod lupą UEFA. Laporta walczy o obniżenie gigantycznej kary

FC Barcelona znów znalazła się na celowniku UEFA, a nad klubem wisi widmo potężnej kary finansowej za naruszenie zasad Finansowego Fair Play. Gra toczy się o gigantyczną kasę, a wszystko rozbija się o słynne „dźwignie finansowe”, które w Hiszpanii przeszły bez echa, ale w Nyonie zapaliły wszystkie czerwone lampki. Prezydent Joan Laporta musiał osobiście interweniować u szefa UEFA, by ratować klubowy budżet przed totalnym krachem.

W skrócie:

  • FC Barcelona musi zapłacić karę za naruszenie Finansowego Fair Play UEFA z powodu stosowania tzw. „dźwigni finansowych”.
  • Pierwotnie kara miała wynieść aż 60 milionów euro, ale po negocjacjach może zostać obniżona do 15 milionów euro.
  • Kluczowym warunkiem obniżenia sankcji jest bezwzględne przestrzeganie przez klub zasad FFP zarówno LaLiga, jak i UEFA w przyszłości.

UEFA grozi palcem, a Laporta negocjuje. Walka o miliony w gabinetach

Nie ma dymu bez ognia, a w przypadku finansów Barcelony ten ogień trawi niemal wszystko na swojej drodze. Klub z Katalonii nie uniknie kary, to już pewne. Pytanie brzmi: czy będzie to bolesna grzywna, czy finansowy nokaut? Różnica? Bagatela, 45 milionów euro. Jak donoszą hiszpańskie media, UEFA początkowo chciała nałożyć na Barçę sankcję w wysokości 60 milionów euro, ale twarde negocjacje dały cień nadziei.

Świadomy powagi sytuacji zarząd Barcelony, z prezydentem Joanem Laportą na czele, od dawna prowadził zakulisowe rozmowy. Kulminacja nastąpiła przy okazji finału Ligi Narodów, gdzie Laporta spotkał się twarzą w twarz z Aleksandrem Čeferinem, prezydentem UEFA. Celem było znalezienie rozwiązania, które pozwoliłoby obu stronom zachować twarz.

Efekt? Jest szansa na obniżenie kary do 15 milionów euro. Jest jednak jedno, ale za to potężne „ale” – Barcelona musi od teraz chodzić jak w zegarku i spełniać wszystkie wymogi finansowe narzucone przez LaLiga i europejską federację. Zero taryfy ulgowej.

Co wolno w Hiszpanii, to nie w Europie? Spór o definicję przychodu

Skąd w ogóle wziął się cały ten ambaras? Chodzi o słynne „palancas”, czyli dźwignie finansowe. Mówiąc wprost, chodzi o kreatywną księgowość. Barcelona, by ratować budżet i móc rejestrować nowych zawodników, zdecydowała się na sprzedaż części swoich przyszłych aktywów, jak na przykład praw telewizyjnych na określony czas. LaLiga, czyli hiszpańska ekstraklasa, przymknęła na to oko i zakwalifikowała te środki jako „przychody operacyjne”. Problem w tym, że UEFA ma zupełnie inne zdanie.

Dla europejskich urzędników to nie są żadne przychody z bieżącej działalności, a "beneficja ze strat na aktywach niematerialnych". Brzmi skomplikowanie? W praktyce oznacza to, że UEFA uważa, iż Barça nie zarobiła pieniędzy, a jedynie spieniężyła przyszłość, wyprzedając rodowe srebra. To fundamentalna różnica w interpretacji przepisów stała się kością niezgody.

Klub z Camp Nou bronił się argumentem, że jako stowarzyszenie sportowe (club deportivo) nie może przeprowadzić emisji akcji i pozyskać kapitału jak zwykła spółka, a nie chciał też sięgać do kieszeni swoich socios (członków klubu). Dźwignie miały być jedynym ratunkiem dla poprawy płynności finansowej. To już nie pierwszy raz, gdy Barça ma na pieńku z organami kontrolnymi – wcześniej Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (TAS) podtrzymał karę pół miliona euro za podobne przewinienia. Tym razem stawka jest jednak nieporównywalnie wyższa.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!