Emma Raducanu rozpoczyna turniej WTA 1000 w Indian Wells z nadzieją na przełamanie trudnego sezonu. Brytyjka wraca do współpracy z Markiem Petcheyem, który ma pomóc jej odzyskać dawną formę.
Sytuacja tenisistki jest skomplikowana, ponieważ losowanie drabinki w Kalifornii nie było dla niej łaskawe. Choć Raducanu jest rozstawiona dzięki awansowi do czołowej trzydziestki rankingu, już w trzeciej rundzie może trafić na Amandę Anisimovą. Amerykanka zajmuje obecnie szóste miejsce w światowym rankingu i ma za sobą udany rok, w którym dotarła do finałów Wimbledonu oraz US Open. Zanim jednak dojdzie do tego starcia, Brytyjka musi pokonać w swoim pierwszym meczu Ellę Seidel, sklasyfikowaną na 83. pozycji.
Tim Henman zauważa, że 23-letnia zawodniczka musi stać się bardziej odporna fizycznie, aby rywalizować z najsilniejszymi tenisistkami w tourze. Były lider brytyjskiego tenisa podkreśla, że młodsze zawodniczki zaczynają wyprzedzać Raducanu w rankingu, co nakłada na nią dodatkową presję. Ekspert sugeruje, że okresy bez stałego trenera bywają rozwijające, ale obecna 25. rakieta świata potrzebuje stabilizacji po serii zmian w sztabie i problemach zdrowotnych, które zakłóciły jej przygotowania do obecnych rozgrywek i występu w Australian Open.
Turniej w Indian Wells jest dla Raducanu szansą na zdobycie cennych punktów przed nadchodzącym Miami Open. W ubiegłym roku Brytyjka dotarła na Florydzie do ćwierćfinału, więc teraz czeka ją trudne zadanie obrony wywalczonej wcześniej pozycji. Jeśli uda jej się przejść przez początkowe rundy w Indian Wells i pokonać Anisimovą, w czwartej rundzie może zmierzyć się z Kanadyjką Victorią Mboko. Każdy mecz jest teraz kluczowy, by udowodnić, że mistrzyni US Open z 2021 roku wciąż potrafi grać na najwyższym światowym poziomie.
