Charles Leclerc zdecydował się na drastyczny krok przed Grand Prix Hiszpanii. Kierowca Ferrari porzuca dotychczasowe rozwiązania techniczne na rzecz konfiguracji, z której korzysta Lewis Hamilton. Jak donoszą media, ma to być bezpośrednia odpowiedź na techniczny dramat, jakiego Monakijczyk doświadczył podczas ostatniego weekendu wyścigowego.
Wypadek na 14 okrążeń przed końcem domowego wyścigu w Monako przelał czarę goryczy. Leclerc uderzył w barierę w ostatnim zakręcie, tracąc pewne miejsce na podium. Po wyjściu z bolidu 28-latek nie krył wściekłości, wskazując na fatalną awarię modelu SF-26. „Nawet nie zamierzam brać winy na siebie. Na cztery hamulce trzy nie działały. W samochodzie Formuły 1 to nigdy nie jest dobra rzecz” – przyznał rozgoryczony kierowca, opisując sytuację jako prawdziwy koszmar.
Technologiczna rewolucja w garażu Ferrari
Analiza danych po wyścigu potwierdziła słowa kierowcy. Prawy przód działał tylko w połowie, a oba tylne hamulce w ogóle nie reagowały na nacisk pedału. „To tak, jakby zacisków w ogóle nie było w samochodzie” – tłumaczył Leclerc. W obliczu tych problemów Ferrari postanowiło, że w Barcelonie Monakijczyk przetestuje tarcze i klocki firmy Carbon Industrie. To właśnie ten dostawca odpowiada za sprzęt Lewisa Hamiltona, podczas gdy Leclerc dotychczas korzystał z konfiguracji Brembo.
Decyzja o zmianie dostawcy ma pomóc Leclercowi przełamać fatalną passę. Od marcowego wyścigu w Japonii kierowca nie stanął na podium, przez co spadł na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej. Wyprzedził go właśnie Hamilton, który w odmłodzonym sezonie 2026 notuje świetne wyniki. Podczas piątkowych treningów w Hiszpanii Leclerc sprawdzi nowe ustawienia i zdecyduje, czy porzuci Brembo na stałe, by ratować swoje szanse w mistrzostwach świata.
