Jeszcze niedawno w Kielcach poważnie pracowano nad sprowadzeniem Bogdana Wjunnyka. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie. Nie zdecydowały o tym pieniądze ani stanowisko Lechii Gdańsk. Duże znaczenie miały słowa samego zawodnika, które w Koronie zostały przyjęte bardzo chłodno.
W Kielcach temat Bogdana Wjunnyka można już właściwie odkładać na bok. Jak słyszymy, po ostatnich wydarzeniach w Koronie nie ma chęci, aby wracać do pomysłu sprowadzenia 24-letniego napastnika.
To interesujący finał historii, która była naprawdę blisko powodzenia. Korona nie ograniczyła się bowiem do sondowania możliwości transferu czy zapytania o cenę. Była gotowa przeznaczyć na piłkarza znaczące pieniądze.
Problem pojawił się gdzie indziej. Wjunnyk w rozmowie z Tomaszem Włodarczykiem otwarcie przyznał, że propozycję Korony odrzucił. Jednocześnie wskazał klub, w którym rzeczywiście chciałby kontynuować karierę.
– Szanuję klub z Kielc i ofertę, jaką mi złożył. To bardzo dobrzy ludzie, ale prawda jest taka, że chcę trafić tylko do Legii Warszawa – powiedział napastnik.
Dodał również, że widzi go u siebie Marek Papszun i liczy na osiągnięcie porozumienia pomiędzy Legią a Lechią.
W Koronie takie postawienie sprawy wywołało niesmak. Trudno bowiem budować transfer zawodnika, który publicznie komunikuje, że jego celem jest występowanie dla ligowego rywala.
Z tego powodu nawet hipotetyczna zmiana stanowiska Wjunnyka nie musi już niczego zmienić. W Kielcach słychać wprost, że po jego wypowiedzi nie ma szans na doprowadzenie operacji do końca. Pozostawałby zresztą jeszcze odbiór całej sytuacji przez kibiców Korony.
Dopiero skala wcześniejszych ustaleń pokazuje, jak nagły jest to zwrot. Według Włodarczyka, Korona porozumiała się już z Lechią w sprawie 700 tysięcy euro, a dodatkowe bonusy mogły podnieść łączną wartość transferu nawet do miliona euro.
Kielczanie byli więc gotowi spełnić wysokie wymagania finansowe. To nie Lechia zablokowała przeprowadzkę. Weto postawił Wjunnyk. Teraz 24-latek może znaleźć się w dość skomplikowanym położeniu. Korona, która była gotowa za niego zapłacić, praktycznie wycofała się z gry, natomiast preferowana przez piłkarza Legia nie ma porozumienia z Lechią i trudno oczekiwać, by je wypracowała, gdyż nie posiada aktualnie pieniędzy na gotówkowe transfery.
Wjunnyk może liczyć na przenosiny do Warszawy, lecz ostateczna decyzja nie należy wyłącznie do niego. Jego kontrakt z Lechią obowiązuje aż do 2028 roku.
(rp)

