Fabrizio Romano, najbardziej rozpoznawalny na świecie dziennikarz zajmujący się rynkiem transferowym, opublikował na LinkedInie wpis, który zaskoczył kibiców i branżę sportową. Włoch zapowiedział, że po zamknięciu obecnego okna transferowego jego dotychczasowy sposób pracy się skończy.
W opublikowanym wpisie dziennikarz stwierdził wprost:
"Prawdopodobnie nie będę kontynuował pracy w branży transferowej w taki sposób, jak robię to obecnie, przez dłuższy czas" – napisał Romano, dodając: "Nadszedł czas na zmianę podejścia, spojrzenia, ale to będzie inny temat wkrótce, po zamknięciu okna transferowego".
Romano to twórca słynnego hasła „Here we go!”, które od lat funkcjonuje w internecie jako nieformalny sygnał potwierdzający sfinalizowanie transferu piłkarskiego. Włoski dziennikarz ma dziesiątki milionów obserwujących w mediach społecznościowych, współpracuje m.in. z brytyjskim The Guardian i amerykańską stacją CBS Sports, a kluby regularnie angażują go do oficjalnych materiałów prezentujących nowych zawodników.
Zapowiedź zmiany podejścia pojawia się w momencie, gdy pozycja Romano jest mocno dyskutowana. W ostatnich tygodniach dziennikarz był krytykowany m.in. przez niemieckiego reportera Floriana Plettenberga w związku ze sporną informacją o transferze Yana Diomande z RB Lipsk do Realu Madryt – transfer ostatecznie nie doszedł do skutku, mimo wcześniejszych zapowiedzi. Romano tłumaczył się z sytuacji, wskazując, że kluby miały porozumienie ustne, które później się rozpadło.
Do tego doszły też wcześniejsze zarzuty ze strony duńskiego portalu Tipsbladet, sugerujące, że część relacjonowanych przez Romano informacji mogła mieć podłoże komercyjne – jakoby kluby i agenci mieli płacić za wzmianki w jego newsach. Romano wielokrotnie temu zaprzeczał, podkreślając, że nie sprzedaje fake newsów, a jedynie relacjonuje to, co faktycznie dzieje się na rynku.
Na razie Romano nie zdradził, na czym konkretnie ma polegać zapowiadana zmiana. To otwiera pole do spekulacji: część komentatorów wskazuje na możliwe ograniczenie liczby publikowanych informacji i większy nacisk na ich weryfikację, inni sugerują szerszą zmianę modelu pracy czy współpracy z mediami.
(rp)

