Charles Leclerc zostaje w Ferrari na kolejne lata. Monakijczyk oficjalnie podpisał przedłużenie kontraktu, co definitywnie wyklucza go z giełdy transferowej Formuły 1 w najbliższym czasie. Choć zespół nie podał dokładnej długości nowej umowy, komunikat o reprezentowaniu barw stajni w nadchodzących sezonach jasno wskazuje na wieloletnie porozumienie.
Decyzja zapadła przed domowym wyścigiem kierowcy w Monako, gdzie triumfował w 2024 roku. Leclerc nie ukrywa, że jego jedynym celem pozostaje zdobycie tytułu mistrza świata właśnie z Ferrari. To dla niego coś więcej niż praca. Jak sam przyznaje, zespół z Maranello kocha od dziecka i traktuje go jak drugą rodzinę, której chce odpłacić się za zaufanie najwyższymi trofeami na torze.
W pogoni za legendą Michaela Schumachera
Nowa umowa stawia przed Leclerkiem szansę na zapisanie się w historii włoskiej stajni. Obecnie ma na koncie 155 startów w barwach Ferrari i jest blisko pobicia rekordu Michaela Schumachera, który wynosi 180 wyścigów. Monakijczyk zajmuje też drugie miejsce w klasyfikacji pole positions dla zespołu z 27 wygranymi kwalifikacjami, choć do wyniku Niemca brakuje mu jeszcze 31 triumfów w sobotnich sesjach.
Szef zespołu Fred Vasseur podkreśla, że przedłużenie współpracy było naturalnym krokiem. Ferrari docenia determinację swojego wychowanka, który mimo trudniejszych momentów wierzy w projekt odbudowy potęgi ekipy. Stabilizacja w składzie jest niemal pewna, ponieważ Lewis Hamilton również potwierdził ważność swojego kontraktu na 2027 rok. Oznacza to, że obecny duet kierowców pozostanie niezmieniony, co wpływa na sytuację młodego Olliego Bearmana.
