Lewis Hamilton wyrasta na postać, która nie daje się wypchnąć z Formuły 1. Brytyjczyk stanowczo ucina plotki o zakończeniu kariery i uderza w osoby, które próbują wysłać go na emeryturę. Jak sam przyznaje, jego przyszłość w Ferrari jest całkowicie jasna.
Siedmiokrotny mistrz świata potwierdził, że jego kontrakt z zespołem z Maranello obowiązuje do końca 2027 roku. Hamilton, który w momencie wygaśnięcia umowy będzie miał 42 lata, podkreśla, że wciąż kocha to, co robi, i jest w stu procentach zmotywowany do rywalizacji. To bezpośrednia odpowiedź na głosy ekspertów, w tym Ralfa Schumachera, którzy sugerowali, że doświadczeni kierowcy powinni ustąpić miejsca młodym talentom, takim jak Oliver Bearman z akademii Ferrari.
Nowe podejście i zmiany w garażu Ferrari
Po trudnym początku w barwach włoskiej stajni, Hamilton odnotował lepsze wyniki dzięki zmianom personalnym. Miejsce inżyniera wyścigowego Riccardo Adamiego zajął tymczasowo Carlo Santi. Kierowca zdecydował się także na nietypowy krok przed wyścigiem w Montrealu, rezygnując z pracy w symulatorze. Choć uważa urządzenie w Maranello za najlepsze, z jakim pracował, postawił na głęboką analizę danych z inżynierami, aby zoptymalizować balans hamowania w swoim bolidzie SF-26.
Decyzja o odstawieniu symulatora wynika z doświadczeń z poprzedniego roku, gdy ustawienia wypracowane wirtualnie często nie sprawdzały się na realnym torze. Hamilton zauważył, że brak sesji w symulatorze przed Grand Prix Chin przyniósł mu najlepszy weekend w sezonie. Obecnie Brytyjczyk skupia się na planowaniu kolejnych pięciu lat w sporcie, ignorując naciski otoczenia i udowadniając, że wiek nie jest barierą dla konkurencyjności w nowoczesnej Formule 1.
