Po przymusowym pobycie w ojczyźnie, wywołanym bezprecedensową decyzją władz państwowych, Steve Kapuadi powrócił do treningów z Widzewem Łódź
Kapuadi był dla Widzewa zupełnie niedostępny, a przyczyna tej sytuacji była wyjątkowo niecodzienna. Po marcowym zgrupowaniu reprezentacji Demokratycznej Republiki Konga piłkarze nie otrzymali zgody na powrót do swoich klubów — prezydent i rząd zdecydowali, że cała kadra musi pozostać w ojczyźnie, by wziąć udział w oficjalnych uroczystościach i spotkaniu z głową państwa.
Powodem tej decyzji był awans DR Konga na mistrzostwa świata — pierwszy od 1974 roku — który wywołał w kraju ogromną euforię.
Kongijczyk, choć nie pojawił się na boisku w decydującym barażu z Jamajką, znajdował się w kadrze i razem z pozostałymi piłkarzami został zmuszony do zostania w kraju. Trener Aleksandar Vuković nie mógł zatem skorzystać z jego usług w ligowym spotkaniu z Rakowem Częstochowa — zawodnik po prostu nie przyleciał na mecz.
Na swoich piłkarzy — oprócz Widzewa — czekały między innymi Espanyol i Lille, które rozważały podjęcie interwencji na szczeblu FIFA. Okoliczności nabrały więc charakteru małego międzynarodowego skandalu.
We wtorek 7 kwietnia Widzew przekazał jednak dobrą wiadomość: Kapuadi jest już w Polsce i normalnie trenuje z zespołem. Dla łódzkiego klubu to istotna ulga — obrońca uchodzi za jeden z najważniejszych filarów defensywy, a Widzew prowadzi właśnie walkę o utrzymanie w Ekstraklasie, tracąc do bezpiecznej strefy trzy punkty.
Steve w treningu ✅ pic.twitter.com/mFHExQtQsU
— Widzew Łódź (@RTS_Widzew_Lodz) April 7, 2026
