Emma Raducanu traci status niekwestionowanej liderki brytyjskiego tenisa po sensacyjnej porażce w pierwszej rundzie French Open. Podczas gdy mistrzyni US Open z 2021 roku opuszcza Paryż w fatalnym nastroju, jej rodaczka Katie Boulter właśnie wykonała milowy krok w stronę przejęcia pałeczki pierwszeństwa na Wyspach.
Boulter przetrwała wyniszczający, trzysetowy bój z amerykańską nastolatką Akashą Urhobo, wygrywając 6:4, 4:6, 6:4. To dopiero drugie zwycięstwo Brytyjki w karierze na kortach im. Rolanda Garrosa, ale jego waga jest ogromna. Wygrana wywindowała ją na 69. miejsce w rankingu WTA live, co przy jednoczesnym zjeździe Raducanu na 40. pozycję po porażce z Solaną Sierrą, drastycznie zmniejsza dystans między zawodniczkami.
Rankingowa pułapka mistrzyni US Open
Sytuacja Raducanu staje się dramatyczna ze względu na kalendarz. Tenisistka musi w najbliższych tygodniach bronić pokaźnej liczby punktów za ubiegłoroczny ćwierćfinał w Queen’s Club oraz trzecią rundę Wimbledonu. Jeśli Boulter utrzyma formę na trawie, przewaga Emmy może wyparować błyskawicznie. W grze o miano rakiety numer jeden w Wielkiej Brytanii pozostaje także Sonay Kartal, choć jej plany krzyżują powracające problemy zdrowotne w sezonie 2026.
Sama Boulter przyznaje, że fizycznie nie czuje się najlepiej i na kort weszła skrajnie zmęczona. Podkreśla jednak, że w takich meczach liczy się wyłącznie mentalne przetrwanie i przepchnięcie wyniku za wszelką cenę. Teraz to ona rozdaje karty w walce o brytyjski tron, wykorzystując słabość Raducanu, która po porażce w Paryżu nie kryła łez i otwarcie mówiła o swoich narastających problemach.
