Borussia Dortmund pokonała Atalantę Bergamo 2:0 w rundzie play-off Ligi Mistrzów. Mecz rozpoczął się z opóźnieniem przez koncert Herberta Grönemeyera, który sparaliżował ruch w mieście.
Julian Brandt przyznał po końcowym gwizdku, że drużyna utknęła w korku na ponad godzinę. Muzyk pochodzący z pobliskiego Bochum nieświadomie pokrzyżował plany gospodarzy, bo klubowy autokar nie mógł przejechać wybraną trasą ani z lewej, ani z prawej strony. Kapitan Borussii zdradził w rozmowie z Amazon Prime, że sytuacja była dziwna, a przygotowania do spotkania toczyły się w ogromnym pośpiechu. Mimo irytacji 29-letni pomocnik dostrzegł pozytywy tej nietypowej przygody, która ostatecznie nie wpłynęła negatywnie na postawę zespołu.
Niemiecki zawodnik stwierdził, że zespół przekuł stres wywołany koncertem w pozytywną energię na boisku. Według Brandta nagłe zdarzenie pozwoliło piłkarzom zachować czujność i odpowiednią ostrość od pierwszej minuty. Na murawie błyszczał Serhou Guirassy, który zakończył występ z golem oraz asystą na koncie. Dobrze spisała się także eksperymentalna linia obrony z młodym Lucą Reggianim w składzie. Dortmundczycy zachowali czyste konto, udowadniając, że nawet logistyczny chaos nie jest w stanie wybić ich z uderzenia w europejskich pucharach.
