Wokół polityki transferowej Widzewa Łódź w ostatnim czasie pojawiło się sporo dyskusji. Po okresie ogromnych wydatków Robert Dobrzycki ma znacznie uważniej podchodzić do kolejnych inwestycji, co niektórzy zaczęli interpretować jako definitywne „zakręcenie kurka”. Jak to rzeczywiście ma wyglądać?
Widzew w ciągu ostatniego roku przeznaczył na nowych zawodników ponad 20 milionów euro. To olbrzymia kwota jak na polskie warunki, ale poniesione wydatki nie przyniosły rezultatów, jakich oczekiwano w Łodzi.
Nic więc dziwnego, że kolejne ruchy są przez Roberta Dobrzyckiego są obserwowane szczególnie uważnie. W ostatnim czasie coraz więcej mówiło się o tym, że właściciel zamierza ostrożniej dysponować pieniędzmi przeznaczonymi na transfery. Można było spotkać się nawet z interpretacją, że okres bardzo dużych inwestycji dobiegł końca, dopóki drużyna na boisku nie zacznie osiągać sportowych celów, jakich się od niej wymaga.
Pierwsze wystąpienie Łukasza Masłowskiego w nowej roli rzuciło na kwestię planów transferowych Widzewa w przyszłości znacznie więcej światła. Nowy szef pionu sportowego nie zapowiedział kolejnego transferowego wyścigu na kwoty. Zwrócił za to uwagę na prostą zależność – dobry piłkarz wcale nie musi być drogi. Wysoka cena nie stanowi automatycznie gwarancji odpowiedniej jakości.
I właśnie pod tym względem podejście Widzewa ma wyglądać inaczej. Klub nadal dysponuje możliwościami pozwalającymi na inwestowanie w zespół, ale pieniądze mają być wykorzystywane bardziej selektywnie. Nie chodzi więc o poszukiwanie najdroższych dostępnych nazwisk, lecz zawodników najlepiej odpowiadających potrzebom drużyny.
Co jednak w sytuacji, gdy taki piłkarz rzeczywiście będzie kosztował dużo? Tutaj Masłowski również przedstawił jasne stanowisko. Jest przekonany, że gdyby znalazł zawodnika o odpowiedniej jakości i uznał, że warto za niego zapłacić znaczącą kwotę, kwestie finansowe nie powinny stanąć na drodze do finalizacji transferu, bo Widzew to cały czas klub z ogromnym zapleczem finansowym.
Nie można więc mówić o całkowitym wycofaniu się Dobrzyckiego z dużych inwestycji. Zmienić ma się przede wszystkim sposób podejmowania decyzji.

