Przełomowy moment dla Aston Martina i Hondy nadchodzi wielkimi krokami. Podczas gdy podwozie bolidu wykonało już krok naprzód na Węgrzech, teraz oczy wszystkich zwrócone są na Zandvoort. To właśnie tam zadebiutuje pierwsza w tym sezonie, długo wyczekiwana aktualizacja japońskiej jednostki napędowej, która ma drastycznie zmienić układ sił.
Sytuacja jest poważna, co potwierdzają twarde dane. Choć w Budapeszcie strata Aston Martina do czołówki w tempie wyścigowym spadła do około dwóch sekund na okrążeniu, na szybszych torach jak Silverstone czy Spa wynosiła ona ponad pięć sekund. Głównym winowajcą pozostaje silnik spalinowy, który Shintaro Orihara, główny inżynier Hondy, wskazuje jako najsłabsze ogniwo całego projektu.
Walka o powrót do gry i 30 koni mechanicznych
Nowy pakiet poprawek skupia się wyłącznie na komorze spalania. Optymistyczne prognozy zakładają zysk mocy na poziomie nawet 30 KM. Orihara nie gryzie się w język, oceniając obecną formę jednostki napędowej jako niewystarczającą do nawiązania walki z innymi producentami. Bez poprawy fundamentu, jakim jest silnik spalinowy, inne usprawnienia tracą na znaczeniu.
„Nasze osiągi silnika są zdecydowanie słabe w porównaniu z innymi producentami. Prawdopodobnie najważniejszym punktem do poprawy jest teraz wydajność silnika, ponieważ luka jest dość ogromna” – przyznał Shintaro Orihara. Inżynier podkreśla, że celem jest powrót do sytuacji, w której walka o milisekundy w każdy weekend będzie miała realny sens.
Wprowadzenie specyfikacji B niesie jednak ze sobą ryzyko. Zmiana charakterystyki spalania wpłynie na to, jak kierowcy odczuwają moc, szczególnie w fazie pokonywania zakrętów. Honda musi od nowa dopracować tzw. driveability, czyli sterowalność jednostki. „Charakterystyka spalania zmieni się znacząco. Zachowanie silnika zmieni się również w fazie zakrętu” – tłumaczy Orihara. Dane z dnia filmowego na Hungaroringu mają pomóc uniknąć niespodzianek w Holandii.
