Sytuacja kadrowa Wisły Płock przed dzisiejszą konfrontacją z Lechią Gdańsk pozostaje daleka od ideału. Mariusz Misiura wciąż zmuszony jest do korygowania przedmeczowych założeń.
Sytuacja w tabeli Ekstraklasy jest niezwykła. Wisła Płock z dorobkiem 39 punktów zajmuje piątą lokatę, wyprzedzając dziewiątą Lechię Gdańsk o... zaledwie dwa oczka. Przygotowania Nafciarzy do bezpośredniego starcia z Gdańszczanami, zaplanowanego na 10 kwietnia o godzinie 18:00, są torpedowane przez niekończące się problemy zdrowotne zawodników.
Trener Mariusz Misiura przyznaje wprost, że sytuacja jest skomplikowana, a brak stabilizacji w kadrze stał się smutną normą bieżącej kampanii.
„Jest skomplikowana – to taki »konstans« w tym sezonie. Cały czas ktoś jest niedostępny” – tłumaczy szkoleniowiec Płocczan, podkreślając, że każda próba załatania luk w składzie wiąże się z pojawieniem się kolejnych ubytków.
Mimo że statystyki bramkowe Wisły Płock potwierdzają jej dobrą grę w defensywie, ciągłe roszady personalne utrudniają budowanie zgrania przed decydującymi spotkaniami. W kontekście najbliższego meczu sztab może liczyć na powrót jednego z graczy do kadry meczowej, jednak radość z tego faktu tonuje utrata dwóch kolejnych piłkarzy.
Dla Mariusza Misiury obecna sytuacja to bolesna lekcja cierpliwości, która wymusza przesunięcie ambitnych planów na przyszłość. Szkoleniowiec nie ukrywa, że liczył na większy komfort pracy w tym kluczowym momencie sezonu.
„Moje marzenie o posiadaniu wszystkich piłkarzy do dyspozycji muszę odłożyć na kolejne spotkanie z Termalicą” – podsumował trener Wisły.
Ostatnia wypowiedź trenera Wiślaków jasno wskazuje na to, że większość kontuzji w szeregach Wisły nie należy do poważnych i już wkrótce ekipa z Płocka powinna móc grać swoim niemalże najmocniejszym ustawieniem.
