Kobieca drużyna i akademia ratunkiem dla Barcelony? Klub chce rewolucji w przepisach fair play

Jarosław ZającJarosław Zając
15 czerwca 2025 18:20
Kobieca drużyna i akademia ratunkiem dla Barcelony? Klub chce rewolucji w przepisach fair play

Finansowa saga FC Barcelony zdaje się nie mieć końca, a klub co rusz szuka nowych sposobów na poprawę swojej sytuacji. Tym razem Katalończycy wpadli na pomysł, który media w Hiszpanii określają mianem "historycznego żądania". Barcelona zwróciła się do władz La Ligi z postulatem o rewolucyjną zmianę w zasadach Finansowego Fair Play, która mogłaby znacząco ulżyć jej budżetowi i dać większe pole manewru na rynku transferowym.

W skrócie:

  • FC Barcelona zażądała od La Ligi zmiany zasad Finansowego Fair Play, tak aby wydatki na drużynę kobiecą i zespoły młodzieżowe nie wliczały się do limitu budżetowego pierwszej drużyny.
  • Celem tego ruchu jest złagodzenie ograniczeń finansowych, które mocno krępują klub od kilku lat, i uzyskanie większej swobody w pozyskiwaniu i rejestrowaniu nowych zawodników.
  • Klub wciąż zmaga się z ogromnym zadłużeniem przekraczającym 1,2 miliarda euro, a dotychczasowe "dźwignie finansowe" nie rozwiązały podstawowych problemów.

Barcelona znowu kombinuje? „Historyczny” postulat może odmienić finanse klubu

Wygląda na to, że w biurach na Camp Nou znów wre praca, ale tym razem nie chodzi o kolejną "dźwignię finansową". Jak donosi "Mundo Deportivo", Barcelona złożyła oficjalny wniosek do La Ligi, domagając się fundamentalnej zmiany w interpretacji przepisów. O co dokładnie chodzi? Obecnie budżety drużyny kobiecej oraz licznych zespołów młodzieżowych są wliczane do ogólnego limitu wydatków narzuconego przez ligę w ramach Finansowego Fair Play. Dla klubu z tak rozbudowaną strukturą jest to ogromne obciążenie, które dodatkowo zaciska finansową pętlę na szyi zarządu.

Propozycja Barçy jest prosta: wyłączyć te sekcje z kalkulacji FFP dla pierwszego zespołu. Taki ruch, określany przez hiszpańskich dziennikarzy jako "historyczny", byłby prawdziwym wybawieniem. Pozwoliłby nie tylko na dalszy, nieskrępowany rozwój niezwykle utytułowanej drużyny kobiecej, ale przede wszystkim uwolniłby w budżecie cenne środki, które mogłyby zostać przeznaczone na transfery i kontrakty dla głównej ekipy. La Liga ma rozważać ten wniosek, co jest owocem długich negocjacji.

Taniec na krawędzi brzytwy trwa

Nie da się ukryć, że finanse Barcelony to temat rzeka, który od blisko pięciu lat elektryzuje cały piłkarski świat. Zaczęło się od pandemicznego trzęsienia ziemi, które obnażyło fatalną kondycję ekonomiczną klubu. Konsekwencją były bolesne pożegnania legend, takich jak Lionel Messi, Sergio Busquets czy Jordi Alba. W tle mamy jeszcze gigantyczną i kosztowną przebudowę Camp Nou. Długi wciąż przekraczają astronomiczną kwotę 1,2 miliarda euro.

Słynne "dźwignie ekonomiczne", czyli wyprzedaż części aktywów klubu, okazały się jedynie tymczasowym plastrem na krwawiącą ranę, a nie lekarstwem na chorobę. Co więcej, często stawiały one klub na kursie kolizyjnym z władzami La Ligi, które ograniczały możliwość rejestracji nowych graczy. Dochodziło do absurdalnych sytuacji, gdy klub musiał interweniować u hiszpańskiego rządu, by zapewnić sobie możliwość zgłoszenia do gry Daniego Olmo i Victora w poprzednim sezonie.

Tymczasem prezes Joan Laporta roztacza optymistyczne wizje, sugerując, że klub jest w stanie zrównoważyć przychody z wydatkami na poziomie 950 milionów euro. Trzeba jednak pamiętać, że jest on znany z rzucania "białych kłamstewek", mających na celu wywarcie presji na lidze. Jeśli jednak tym razem jego zakulisowe działania przyniosą skutek i propozycja zmian w FFP zostanie przyjęta, Barcelona wreszcie zyska upragnione pole manewru na rynku.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!