Kim jest 14-letni Michał Szubarczyk, najmłodszy zawodowiec w snookerze

Jarosław ZającJarosław Zając
10 sierpnia 2025 05:08
Kim jest 14-letni Michał Szubarczyk, najmłodszy zawodowiec w snookerze

W piątek, 8 sierpnia 2025 roku, w saudyjskim Jeddah, w klimatyzowanej hali Prince Abdullah AlFaisal Sports City, stało się coś, czego świat snookera jeszcze nie widział. 14-letni Michał Szubarczyk, najmłodszy zawodowiec w historii tej dyscypliny, pokonał 4:2 doświadczonego Anglika Ryana Daviesa, zdobywając swoje pierwsze zwycięstwo w gronie profesjonalistów. To nie była tylko wygrana meczu - to był symbol całkowitej zmiany w podejściu do wieku w sporcie wyczynowym.

Gdy ostatnia czarna bila zniknęła w łuzie, a młody Polak z Lublina ściskał dłoń rywala, w świecie snookera rozległo się pytanie: czy patrzymy na przyszłość sportu, czy na eksperyment, który może skończyć się tragedią? Bo historia 14-letniego chłopca, który porzucił tradycyjną szkołę, aby gonić snookerowe marzenia, to nie tylko opowieść o talencie. To także historia o cenie, jaką płacą dzieci za dorosłe ambicje, i o tym, jak współczesny sport przemysłowy pochłania coraz młodsze ofiary.

Chłopiec, który wolał bile od bajek

Historia Michała Szubarczyka zaczęła się nietypowo. Podczas gdy jego rówieśnicy oglądali bajki, sześcioletni Michał siedział przed telewizorem, gdy ojciec Kamil włączał transmisje z mistrzostw świata w snookerze.

"Zabraniałem dzieciom oglądania bajek, ale kiedy w Eurosporcie leciał snooker, pozwalałem gapić się w ekran" - wspomina Kamil Szubarczyk w wywiadzie dla Eurosportu.

To była kalkulacja. Kamil, przedsiębiorca z Lublina, który prowadził własny biznes, miał wizję. Widział w snookerze szansę dla syna na coś więcej niż przeciętne życie. Gdy Michał zaczął wykazywać zainteresowanie, ojciec bez wahania wprowadził go do lokalnego klubu snookerowego. Reszta to historia, ale historia napisana kosztem dzieciństwa.

W wieku 12 lat Michał zdobył swój pierwszy maksymalny break - 147 punktów w jednej rundzie, czyli najwyższy możliwy wynik w snookerze. To osiągnięcie, które dla wielu profesjonalistów pozostaje marzeniem przez całą karierę. Dla Michała to był tylko kolejny krok na drodze, którą wyznaczył mu ojciec.

Dzisiaj 14-latek nie chodzi do szkoły. Korzysta z edukacji domowej, która pozwala mu pogodzić naukę z treningami snookerowymi. To rozwiązanie, które budzi kontrowersje - czy dziecko ma prawo do takiego wyboru? A może to rodzice podejmują decyzję, która może okazać się błędna?

Mark Williams i porównania do O'Sullivana

Gdy trzykrotny mistrz świata Mark Williams po raz pierwszy zobaczył grającego Michała Szubarczyka, nie krył zachwytu.

"Obserwowałem młodego chłopaka, a potem wróciłem do siebie i powiedziałem wszystkim w moim klubie, że to jest jeden z najlepszych 14-latków, jakich kiedykolwiek widziałem" - przyznał Walijczyk w rozmowie z "Metro".

Williams poszedł dalej, porównując Polaka do legendy snookera - Ronniego O'Sullivana w jego nastoletnim wieku. To porównanie, które brzmi jak błogosławieństwo, ale może być też przekleństwem. O'Sullivan, mimo wszystkich swoich sukcesów, to także człowiek naznaczony depresją, problemami z alkoholem i wieloletnimi zmaganiami z presją. Czy tego życia życzymy 14-latkowi?

Sukcesy Michała rzeczywiście robią wrażenie. W wieku 13 lat został mistrzem świata juniorów do lat 21, pokonując zawodników nawet o osiem lat starszych. W marcu 2025 roku triumfował w mistrzostwach Europy w trzech różnych kategoriach wiekowych jednocześnie. To osiągnięcia, które otwierają drzwi do zawodowego snookera, ale jednocześnie zamykają drzwi do normalnego dzieciństwa.

Cena sukcesu - 300 tysięcy złotych rocznie

Gdy Michał wywalczył kartę uprawniającą do gry w World Snooker Tour, stając się najmłodszym zawodowcem w historii, jego rodzina stanęła przed brutalną rzeczywistością finansową. Sezon w zawodowym snookerze kosztuje około 150 tysięcy złotych na osobę. Ale Michał, jako niepełnoletni, musi podróżować z opiekunem. To oznacza podwojenie kosztów - 300 tysięcy złotych rocznie.

"Bardzo chcemy tam iść. Pytanie czy nas na to stać" - przyznał wprost ojciec Michała w wywiadzie dla Weszło. Kamil Szubarczyk porzucił swój biznes, by pełnić rolę trenera i menedżera syna. To oznacza, że rodzina straciła główne źródło dochodu w momencie, gdy potrzebuje najwięcej pieniędzy.

Rodzina Szubarczyków szuka sponsorów, organizuje zbiórki, liczy każdą złotówkę. To obraz współczesnego sportu, w którym talent to za mało - potrzebne są pieniądze, często więcej niż przeciętna rodzina może sobie pozwolić. Ile rodzin rezygnuje z marzeń o sportowej karierze dziecka z powodu braku środków? Ile talentów się marnuje?

Kontrowersje wokół dziecka w dorosłym świecie

Nie wszyscy w świecie snookera cieszą się z kariery 14-letniego Michała. Alan McManus, były świetny snookerzysta, a dziś ekspert telewizyjny, otwarcie skrytykował decyzję o dopuszczeniu tak młodego gracza do zawodowego touru.

"Ma na głowie naukę i pewnie wiele innych spraw. To przecież nadal po prostu dziecko" - argumentował Szkot, sugerując, że Michał powinien poczekać z profesjonalną karierą do 16. roku życia.

"Myślę, że najlepiej byłoby zaoferować jemu i jego rodzinie szansę na przesunięcie jego startu w Main Tourze o sezon. Albo nawet o dwa sezony, dopóki nie skończy 16 lat."

Te słowa wywołały burzę w polskim środowisku snookerowym. Czy McManus ma rację, chroniąc dziecko przed presją dorosłego świata? Czy może to zazdrość starszego pokolenia wobec talentu, który przekracza wszystkie bariery wieku?

Prawda leży prawdopodobnie pośrodku. Michał jest nieprawdopodobnie utalentowany, ale to wciąż 14-letnie dziecko. Gra przeciwko dorosłym mężczyznom, w środowisku, gdzie presja jest ogromna, a stawki - finansowe i emocjonalne - bardzo wysokie. Każda porażka to nie tylko stracone punkty rankingowe, ale także stracone pieniądze na podróże i hotele.

Cena fenomenu młodości

Michał Szubarczyk to symbol szerszego trendu w sporcie współczesnym - coraz młodszych mistrzów, którzy osiągają sukcesy w wieku, w którym ich rówieśnicy uczą się podstaw życia społecznego. W tenisie Coco Gauff wygrywała turnieje WTA w wieku 15 lat. W łyżwiarstwie figurowym Alina Zagitowa została mistrzynią olimpijską w wieku 16 lat. W gimnastyce Nadia Comaneci zdobyła olimpijskie złoto mając 14 lat.

Każdy z tych przypadków to historia talentu, ale także historia dzieciństwa poświęconego na ołtarzu sportu. To historie rodzin, które postawiły wszystko na jedną kartę, rezygnując z normalności w imię wyjątkowości. Czasem się udaje - i wtedy mówimy o fenomenie. Czasem się nie udaje - i wtedy mówimy o tragedii.

Problem polega na tym, że decyzję podejmują rodzice, gdy dziecko ma sześć, osiem, dziesięć lat. W tym wieku nie można jeszcze wiedzieć, czy talent wystarczy na zawodową karierę, czy psychika dziecka wytrzyma presję, czy rodzina finansowo udźwignie koszty. To zawsze gra w ciemno, gdzie stawką jest przyszłość dziecka.

Pierwsza wygrana i co dalej?

Zwycięstwo Michała nad Ryanem Daviesem w Saudi Arabia Masters to dopiero początek. Następnym rywalem będzie węgierski nastolatek Bulcsu Revesz - kolejne dziecko w dorosłym świecie snookera. To symboliczne starcie dwóch pokoleń, które może nie pamiętać życia bez presji sukcesu.

Sukces w pierwszym meczu zawodowym to ważny moment dla Michała, ale też dodatkowa presja. Teraz wszyscy będą oczekiwać kolejnych zwycięstw, kolejnych przełamań, kolejnych rekordów. A on nadal jest 14-letnim chłopcem, który może mieć ochotę na to, co robią jego rówieśnicy - granie w gry komputerowe, spotkania z kolegami, beztroski weekend.

Sport wyczynowy nie jest litościwy dla dzieci. Albo wygrywasz, albo przegrywasz. Albo zarabiasz pieniądze, albo tracisz. Albo stajesz się gwiazdą, albo giniesz w zapomnieniu. Nie ma miejsca na normalne dzieciństwo, na błędy, na eksperymenty z własną tożsamością.

Michał Szubarczyk może stać się najwspanialszą historią polskiego snookera. Może też stać się przestrogą przed zbyt wczesnym wrzucaniem dzieci w dorosły świat sportu profesjonalnego. Jego historia to lustro, w którym odbija się cały współczesny sport - bezlitośnie konkurencyjny, finansowo wymagający, emocjonalnie wyczerpujący.

Jeden mecz wygrał. Przed nim setki kolejnych. Pytanie brzmi: czy 14-letni chłopiec jest gotowy na to, co przyniesie przyszłość? I czy powinniśmy go o to pytać, czy może już za niego zdecydowano?

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!