Getafe wyrasta na prawdziwego kata faworytów po tym, jak pokonało Real Betis 2:0 na własnym stadionie. Spotkanie zaczęło się od ogromnego skandalu, gdy już w siódmej minucie sędzia musiał przerwać grę z powodu zamieszek na trybunach. Interweniowała policja, która starła się z fanami gospodarzy próbującymi zaatakować sektor gości, a kilku sympatyków z Sewilli zostało siłą usuniętych z obiektu przez ochronę.
Po wznowieniu gry to Getafe przejęło inicjatywę, mimo że Betis szukał swoich szans w strzałach z dystansu. Wynik otworzył Kiko Femenia, który popisał się genialną techniką i huknął pod poprzeczkę po tym, jak Alvaro Valles obronił strzał głową Luisa Vasqueza. Tuż przed przerwą Martin Satriano wykorzystał błąd defensywy i przelobował bramkarza, ustalając wynik meczu. Betis był kompletnie rozbity i nie potrafił odpowiedzieć na ciosy gospodarzy.
Mur nie do przebicia i popis Davida Sorii
W drugiej połowie Manuel Pellegrini próbował ratować wynik, wprowadzając na boisko Antony'ego, Rodrigo Riquelme oraz Pablo Fornalsa. Brazylijczyk był blisko gola, ale piłka po jego strzale minimalnie minęła słupek. Bohaterem Getafe został David Soria, który zatrzymał groźne uderzenie Cucho Hernandeza z rzutu wolnego oraz w samej końcówce w nieprawdopodobny sposób zablokował strzał Cedrica Bakambu z najbliższej odległości. Bramkarz gospodarzy był tego dnia nie do pokonania.
Porażka oznacza dla Realu Betis katastrofę w tabeli LaLiga. Drużyna z Sewilli traci już 11 punktów do Villarrealu i Atletico Madryt, co praktycznie przekreśla ich szanse na zajęcie czwartego miejsca i grę w Lidze Mistrzów. Z kolei Getafe pod wodzą Jose Bordalasa ma już 10 punktów przewagi nad strefą spadkową i traci zaledwie jeden punkt do pozycji gwarantującej udział w europejskich pucharach. Kibice na Coliseum świętowali sukces, podczas gdy fani Betisu pogrążają się w frustracji.
