Świat tenisa boleśnie odczuł nieobecność Carlosa Alcaraza, który zmaga się z najdłuższą przerwą w karierze od swojego debiutu w 2020 roku. Hiszpan, wykluczony przez kontuzję nadgarstka odniesioną w Barcelonie, musiał zrezygnować z Roland Garros i całego sezonu na trawie. Choć Jannik Sinner pewnie sięgnął po tytuł na Wimbledonie, liczby pokazują, że bez Alcaraza prestiżowy turniej stracił swój blask.
Dane z finałowego starcia Sinnera z Alexandrem Zverevem są bezlitosne dla organizatorów. Tegoroczny finał na antenie BBC One śledziło w szczytowym momencie 5,95 miliona widzów, co stanowi drastyczny spadek w porównaniu do 8,3 miliona rok wcześniej. Różnica jest oczywista – w 2025 roku na korcie walczył Alcaraz, a ich bezpośrednie starcie z Włochem przyciągnęło przed ekrany tłumy, których teraz zabrakło.
Dlaczego Alcaraz przyciąga bardziej niż mistrz Sinner?
Eksperci nie mają wątpliwości, że to osobowość Hiszpana jest kluczem do jego popularności. Patrick McEnroe w podcaście The Spout zauważył, że gra Sinnera jest bardziej mechaniczna, a on sam pozostaje wycofany poza kortem. „Sinner to świetny zawodnik, ale jest nieco bardziej zarezerwowany. Próbuje rozwijać swoją grę, by rywalizować z Alcarazem, ale nie ma tak dużej różnorodności uderzeń” – ocenił Amerykanin, podkreślając stoicką postawę Włocha.
Mimo że Sinner ma już na koncie cztery tytuły wielkoszlemowe i prezentuje niespotykaną siłę uderzeń z głębi kortu, to Alcaraz pozostaje magnesem na kibiców. Fani tenisa z niecierpliwością czekają na powrót Hiszpana, który udowodnił, że jest obecnie największą atrakcją w cyklu ATP. Spadek oglądalności Wimbledonu o ponad dwa miliony osób to jasny sygnał, jak bardzo dyscyplina ta potrzebuje jego energii na korcie.
