Legia Warszawa rozpoczęła sezon w sposób, który może tonować część dyskusji prowadzonych latem wokół zespołu. Po pięciu kolejkach drużyna Marka Papszuna jest liderem Ekstraklasy i nie poniosła jeszcze porażki. Ciekawe wnioski przynosi również porównanie napastników sprowadzanych do stolicy na zupełnie różnych warunkach.
Przed sezonem w Warszawie nie zdecydowano się na transferową ofensywę za duże pieniądze. Legia zaczęła ostrożniej gospodarować środkami, koncentrując się między innymi na zawodnikach dostępnych za niewielkie kwoty lub bez odstępnego. Takie podejście nie wszystkim kibicom musiało odpowiadać, zwłaszcza w klubie mającym wysokie ambicje.
Pierwsze efekty są jednak obiecujące. Dobrym punktem odniesienia pozostaje Mileta Rajović. Duńczyk kosztował trzy miliony euro i w momencie transferu był najdroższym zakupem w historii Legii. Jego ekstraklasowy bilans w warszawskim klubie to obecnie 37 występów oraz sześć bramek.
Tyle samo goli dla Legii strzelił już Rafał Adamski, choć potrzebował do tego 17 spotkań. W jego przypadku różnica dotyczy również kosztów pozyskania. Warszawianie zapłacili za niego około 45 tysięcy euro, sprowadzając go z pierwszej ligi. Dziś zainteresowana piłkarzem jest Slavia Praga, która ma proponować dwa miliony euro.
Jeszcze mniej Legię kosztował Łukasz Zjawiński. Napastnik również przyszedł z pierwszej ligi, ale zrobił to jako wolny zawodnik. Początek w nowych barwach ma bardzo udany – w pięciu meczach Ekstraklasy zdobył trzy bramki i jest aktualnie najlepszym strzelcem drużyny.
Oczywiście pięć kolejek to zdecydowanie za mało, aby wydawać ostateczne wyroki dotyczące całego sezonu czy skuteczności przyjętej strategii. Na ten moment trudno jednak znaleźć argument w postaci wyników, który podważałby obrany kierunek. Legia jest pierwsza w tabeli, pozostaje niepokonana, a zawodnicy sprowadzeni niewielkim kosztem dają Papszunowi bramki.
(rp)

