OGC Nice pogrąża się w głębokim kryzysie, a atmosfera wokół klubu stała się toksyczna. Po dotkliwej porażce 0:4 z zespołem prowadzonym przez byłego trenera Francka Haise’a, kapitan Dante postanowił przerwać milczenie i wskazać winnych upadku drużyny.
Sytuacja w klubie jest dramatyczna od listopada, kiedy kibice zaatakowali piłkarzy i sztab w ośrodku treningowym. W wyniku tych zajść Jérémie Boga oraz Terem Moffi trafili na zwolnienia lekarskie i ostatecznie opuścili zespół w styczniu. Zmiany na szczytach władzy, gdzie Jean-Pierre Rivere i Maurice Cohen zastąpili Fabrice’a Bocqueta, nie przyniosły poprawy wyników. Drużyna straciła pewność siebie, co potwierdził Dante w rozmowie z mediami po ostatnim meczu, podkreślając brak odwagi i agresji w grze.
Dante uderza w osoby decyzyjne
Brazylijski obrońca nie gryzł się w język, oceniając przyczyny obecnego stanu rzeczy. Stwierdził wprost, że za kryzys odpowiada wiele osób, z których część nadal pracuje w klubie, a inne zdążyły już odejść. Dante zaznaczył, że największą cenę za te błędy płacą zawodnicy oraz kibice. Kapitan, który po sezonie kończy karierę, zadeklarował gotowość do poświęcenia własnych kolan i zdrowia, aby uchronić Niceę przed degradacją do niższej ligi.
Nowy szkoleniowiec Claude Puel, który zastąpił Haise’a, przyznaje otwarcie, że walka o utrzymanie będzie trwała do samego końca rozgrywek. Niedzielna porażka i wroga atmosfera na trybunach pokazują, że misja ratunkowa jest niezwykle trudna. Fani, mimo wcześniejszej sympatii do Haise’a, zgotowali mu chłodne powitanie, a po końcowym gwizdku doszło do kolejnych napiętych scen. Klub znajduje się obecnie w fazie turbulencji, która może zakończyć się spadkiem z Ligue 1.
