Harry Kane wziął na siebie odpowiedzialność w momencie, gdy Bayern Monachium znalazł się w poważnych opałach podczas wyjazdowego starcia z beniaminkiem z Elversberg. Anglik, pełniący pod nieobecność Manuela Neuera rolę kapitana, zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie Bundesligi i zapewnił drużynie Vincenta Kompany’ego zwycięstwo 2:1. Choć Lennart Karl wyprowadził gości na prowadzenie, wyrównanie Maurice'a Krattenmachera sprawiło, że obrońcy tytułu do 72. minuty drżeli o końcowy rezultat.
Decydująca akcja Kane'a pokazała jego instynkt w zatłoczonym polu karnym, gdzie zdołał obrócić się z piłką i precyzyjnie wykończyć akcję. To trafienie uchroniło Bawarczyków przed drugą z rzędu stratą punktów w lidze. Choć styl gry Bayernu nie był przekonujący, ich lider udowodnił, że pozostaje punktem odniesienia w najtrudniejszych momentach spotkań.
Festiwal strzelecki w Lipsku i popis młodych talentów
Zupełnie inne nastroje panowały w Lipsku, gdzie zespół prowadzony przez Martína Demichelisa rozbił Hamburg aż 5:0. Głównym architektem tego sukcesu był Antonio Nusa, który bezpośrednio uczestniczył w trzech bramkach swojego zespołu. Norweg nie tylko sam wpisał się na listę strzelców, ale również asystował przy trafieniach Williego Orbána oraz Christophera Nkunku, dla którego był to pierwszy gol po powrocie do klubu. Taki występ był Lipskowi potrzebny po wcześniejszych porażkach z Werderem Brema i Como.
Równie imponująco zaprezentował się Freiburg, który pod wodzą Juliana Schustera utrzymał status drużyny niepokonanej, gromiąc Borussię Mönchengladbach 5:0. Bohaterem środka pola został Yannik Engelhardt, autor dwóch bramek, który otworzył wynik meczu w 23. minucie. Do siatki trafiali także Igor Matanović oraz Maximilian Eggestein, co potwierdza ogromną siłę rażenia ekipy z Fryburga na starcie nowych rozgrywek. Zespół ten wyrasta na jedną z najciekawszych rewelacji początku sezonu.
W pozostałych spotkaniach błyszczeli Can Uzun oraz Felix Nmecha. Uzun dwukrotnie pokonał bramkarza Mainz, prowadząc Eintracht Frankfurt do wyjazdowej wygranej 3:1 i potwierdzając, że pod wodzą Adiego Hüttera staje się postacią centralną w ataku. Z kolei Nmecha przypieczętował zwycięstwo Borussii Dortmund nad Paderborn, zdobywając dwa gole w samej końcówce meczu. Dzięki jego trafieniom w 80. i 89. minucie drużyna z Dortmundu uniknęła nerwowości i pewnie dopisała do swojego konta trzy punkty.
