Harry Kane nie zamierza brać udziału w medialnej licytacji na temat tego, kto bardziej zasługuje na miano najlepszego piłkarza świata. Choć napastnik Bayernu Monachium ma za sobą rekordowy rok, woli skupić się na bieżących wyzwaniach w Bundeslidze.
W obszernym wywiadzie dla hiszpańskiego dziennika MARCA, kapitan reprezentacji Anglii odniósł się do swojej fenomenalnej dyspozycji. W minionym sezonie Kane zdobył aż 73 bramki dla klubu i drużyny narodowej. Podczas gdy inni kandydaci, jak Kylian Mbappe czy Lamine Yamal, otwarcie mówią o swoich ambicjach, Kane zachowuje dystans. Przyznaje jednak, że zdobycie tej nagrody w jego rodzinnym Londynie byłoby dla niego wyjątkowym wydarzeniem.
Hiszpańskie pokusy i głód trofeów w Monachium
Podczas rozmowy nie zabrakło wątków transferowych dotyczących hiszpańskiej LaLiga. Kane potwierdził, że w przeszłości pojawiały się zapytania ze strony największych marek, takich jak Real Madryt, FC Barcelona czy Atletico Madryt. „Nie powiedziałbym, że były to jakieś jasne okazje, ale w przeszłości odbyły się pewne rozmowy” – wyznał napastnik. Dodał również, że choć w futbolu wszystko jest możliwe, obecnie czuje się niezwykle szczęśliwy w Niemczech i nie planuje zmian.
Głównym celem Anglika pozostaje teraz triumf w Lidze Mistrzów z Bayernem Monachium. Piłkarz podkreśla, że zespół posiada odpowiednią mentalność oraz wsparcie szkoleniowca, by sięgnąć po najważniejsze europejskie trofeum. „Ten zespół Bayernu ma głód, którego potrzebujemy jako grupa i jako drużyna, mamy też odpowiedniego trenera” – ocenił Kane. Jego zdaniem obecna kadra jest gotowa na walkę o najwyższe cele, co jest dla niego ważniejsze niż indywidualne wyróżnienia.
Kwestia Złotej Piłki pozostaje dla niego sprawą drugorzędną, mimo że media będą o niej huczeć aż do październikowej gali. Kane twardo stąpa po ziemi i zaznacza, że ostateczny werdykt nie zależy od niego. „Złota Piłka nie jest w moich rękach. To zależy od ludzi, którzy głosują. Z mojego punktu widzenia zeszły sezon to już przeszłość” – podsumował lider ofensywy Bayernu. Teraz liczy się dla niego tylko to, co może osiągnąć w nadchodzących miesiącach na boisku.
