Gwiazdy światowego tenisa domagają się większej prywatności po incydencie z udziałem Coco Gauff podczas Australian Open. Amerykanka została nagrana w momencie słabości, co wywołało burzę w środowisku WTA.
Wszystko zaczęło się od bolesnej porażki Gauff z Eliną Svitoliną, która rozbiła rywalkę 6:1, 6:2 w zaledwie 59 minut. Po wyjściu z Rod Laver Arena sfrustrowana Amerykanka szukała ustronnego miejsca, by wyładować emocje na rakiecie. Choć sądziła, że jest sama, kamery zarejestrowały całe zajście, a nagranie błyskawicznie obiegło media społecznościowe. Tenisistka przyznała później z goryczą, że poza szatnią zawodnicy nie mają na turnieju żadnego miejsca, które byłoby wolne od czujnego oka obiektywów.
Głos w sprawie zabrała Iga Świątek, która w dosadnych słowach skomentowała obecną sytuację na kortach. Polka zapytała retorycznie, czy tenisistki są profesjonalnymi sportowcami, czy może raczej zwierzętami w zoo, które obserwuje się w każdej, nawet najbardziej intymnej sytuacji. Liderka rankingu podkreśliła, że choć jej porównanie jest celowo przerysowane, to prawo do prywatności powinno być respektowane. Świątek nie jest osamotniona w tej opinii, bo środowisko coraz głośniej domaga się wyłączania kamer po opuszczeniu kortu.
Belinda Bencic porównała życie w tourze do udziału w reality show, gdzie zawodniczki nie mogą czuć się swobodnie nawet po zejściu z areny. Szwajcarka zauważyła, że Gauff zasłużyła na chwilę dla siebie po tym, jak przez godzinę musiała tłumić emocje przed tysiącami kibiców. Podobne zdanie ma młoda Alex Eala, która dopiero uczy się realiów zawodowego sportu. Filipinka zauważyła, że granice prywatności osób publicznych niebezpiecznie się zacierają, a każdy powinien mieć prawo do wyznaczenia własnej linii bezpieczeństwa.
